Aktualny język artykułu: PL

Zwiaz

Gdy przed laty w jednym z wywiadów z Markiem Zabrockim, ówczesnym przewodniczącym Związku Młodzieży Białoruskiej, wspomniano o Mein Kampf, wybuchł wielki skandal, a ZBM (Zwiaz Biełaruskaj Moładzi) został niemalże okrzyknięty neofaszystowską organizacją. Na szczęście rozsądek zwyciężył nad emocjami. Innym razem, gdy w „Niwie” rozszyfrowano skrót ZBM – Zwiaz Bitych pa Mordzie – a to w związku z zajściami podczas Bardauskaj Wosieni w Bielsku Podlaskim, to w ramach rewanżu dziennikarza „Niwy” wyproszono z sali w czasie kolejnego festiwalu.

ZBM nie należy do organizacji spokojnych i grzecznych. Raczej jest bezkompromisowy i odważny. Rzec wręcz można – buntowniczy. Jak młodość. W tym też przecież tkwi siła młodości i jej twórcza energia. W buncie właśnie, w niezgadzaniu się na tak zwane zgniłe kompromisy. ZBM taki był i chyba taki chciał być. Ale czy dzisiaj jest taki? Dziś, gdy – być może trochę wbrew sobie – dorósł.

Młodszy brat

Idea powołania ZBM pojawiła się jesienią 1991 r. Oficjalnie organizację zarejestrowano w 1992 r. ZBM powstawał wówczas trochę w cieniu starszego brata – Białoruskiego Zrzeszenia Studentów (Biełaruskaje Abjadnańnie Studentau), które miało za sobą parę dobrych lat bardzo aktywnej działalności. BAS utożsamiany był z awangardą białoruskiego ruchu odrodzeniowego, oddziaływał nie tylko na środowisko studenckie, ale miał też duży wpływ na kształtowanie się postaw młodzieży uczącej się jeszcze w szkołach średnich, przede wszystkim w białoruskich liceach w Bielsku i Hajnówce. Licealiści chętnie chodzili ze studentami na słynny rajd „Baćkauszczyna”, stawali w zawody na „Turnirach”, które rokrocznie organizowało BAS w obydwu ogólniakach. Mimo tych ścisłych związków pomiędzy białoruskimi studentami z BAS-u i młodszą młodzieżą, tej drugiej brakowało własnej organizacji, która jeszcze przed podjęciem studiów pozwalałaby na aktywną działalność w pęczniejącym i bardzo kreatywnym białoruskim środowisku. Nieprzypadkowo więc to nie ośrodki akademickie, ale Bielsk Podlaski i Hajnówka stały się główną bazą kadrową powstającego ZBM-u. Jak podkreśla wiele osób z nim związanych, to właśnie w tych dwóch ośrodkach narodziła się idea powołania nowej organizacji białoruskiej młodzieży.

Pierwszym przewodniczącym ZBM-u został Marek Zabrocki, dziś dziennikarz, przygotowujący programy białoruskie w Radiu Białystok. – Wielu młodych ludzi – wspomina czas tworzenia się ZBM-u – bardzo wówczas aktywnych, działających między innymi w znanych białoruskich grupach teatralnych, takich jak „Parnas” czy „Bałahan”, nie mogło wejść w struktury BAS-u. Potrzebna im była nowa organizacja.

Zdaniem Marka Zabrockiego głównym zadaniem ZBM-u było przyciągnięcie do samej organizacji, jak też i skupienie wokół niej, jak największej liczby młodzieży. 16-17. latków, którzy zaczynają w tym mniej więcej wieku stawiać sobie tak zwane trudne pytania, dotyczące sensu życia, swojej tożsamości. Sam ZBM miał też kreować liderów, aktywnych ludzi, którzy stanowiliby pewien rdzeń całej idei skupiania młodzieży wokół białoruskich spraw. – Widziałem ZBM inaczej, nieco inny, niż ten dzisiejszy. Organizacja nie powstawała przecież, powiedzmy, dla jednej imprezy w rodzaju Bardauskaja Wosień czy dla strony internetowej. Chodziło o coś więcej, o pomaganie w uświadomieniu młodym ludziom, kim są. ZMB nie osiągnął tego celu. Stał się kolejną organizacją kulturalną. Też oczywiście bardzo potrzebną.

Że ZBM nie zbudował wokół siebie środowiska młodzieży, mówił też Jurek Osiennik, jeden z kolejnych przewodniczących. Z jego wypowiedzi wynikało wręcz, że ZBM nowemu młodemu pokoleniu białoruskiej młodzieży nie jest potrzebny, a dziś ta młodzież sama, na swój sposób, stara się poszukiwać swojej białoruskości.

Obecny przewodniczący ZBM-u, Igor Łukaszuk, student filologii białoruskiej, również jest zdania, że takie środowisko się nie wykształciło. Uważa on, że główną tego przyczyną są trudności obiektywne. Generalnie obserwuje się obecnie zdecydowanie mniejszą aktywność młodych ludzi w tego typu organizacjach jak ZBM. – Odnoszę wrażenie, że dzisiejsze pokolenie młodzieży ma, że tak się wyrażę, mniej ochoty na jednoczenie się – mówi Igor. – Owszem, chętnie się młodzież do jakiegoś konkretnego działania włącza, pomaga. Ale żeby wejść w trwałe organizacyjne struktury – tu raczej się dystansuje. Ot, taka specyfika pokolenia.

Zdaniem Igora, kiedyś ZBM był organizacją, która pulsowała wielką energią. Obecnie jej działanie polega raczej na realizacji pewnych określonych zadań i mniej tu widać energii i dynamizmu, więcej zaś ustalonego, spokojnego rytmu.

Jak działać?

Obok tej najbardziej oczywistej koncepcji, a więc ZBM-u jako struktury po prostu jednoczącej młodych Białorusinów, organizacja mogła być ogniwem, łączącym nastolatków ze studentami. – ZBM miał być przystankiem przed BAS-em. Tyle że BAS zaczął nagle zanikać – twierdzi Jurek Osiennik.

Kryzys wielu niezależnych organizacji studenckich dotknął też BAS. Pokolenie konspiratorów odchodziło do pracy u podstaw albo – chyba częściej – do biznesu. Nowi konspirować już nie musieli, a zabrakło nagle równorzędnego spoiwa łączącego rodzący się patriotyzm z potrzebą zabawy i ciekawego życia. W tej sytuacji ZMB musiał zacząć działać sam i na własne konto. Wszystko wypracować od nowa, określić od czego zacząć działalność i jaki ma być jej cel. A to wcale nie było takie proste. Dlatego u początków pojawiały się rozmaite koncepcje. Jak powiedział Jurek Osiennik, ZBM brał wszystko to, co mogło się podobać młodzieży.

Jedną z koncepcji, która zrazu wyraźnie się uwidoczniła, było nawiązanie do ogólnej idei skautingu. Pojawiły się wyraźne zewnętrzne atrybuty, w tym próba uniformizacji wyglądu i historyczny Kryż Jaryły jako znak rozpoznawczy (na koszulkach, plecakach, proporcach). Tego rodzaju działanie było z jednej strony naturalną konsekwencją skautingowskiej koncepcji, z drugiej miało stanowić atrakcyjny sztafaż dla poszukujących swego miejsca w społeczności białoruskich licealistów. Koncepcja skautingu, mimo swojej atrakcyjności, nie miała jednak trwałych, poważniejszych podstaw, a bez tych trudno było w ogóle myśleć o jakichkolwiek planach na przyszłość.

Dla wielu osób, zarówno z samego ZBM-u, jak też i spoza niego, tworząca się organizacja przywodziła pewne skojarzenia historyczne. W czasie II wojny światowej okupujący Białoruś Niemcy powołali do życia organizację pod nazwą Sajuz Biełaruskaj Moładzi (SBM), co w przekładzie na język polski brzmi: Związek Młodzieży Białoruskiej (a więc identycznie, jak nazwa dziś istniejącej organizacji). Jednak na zbieżności nazw kończą się analogie, choć pojawiały się czasem głosy, które miały kojarzyć ZBM z SBM. Jak choćby we wspomnianym wcześniej artykule w mińskiej prasie, gdy wbrew intencji wypowiadającego się wówczas Marka Zabrockiego uczyniono szefa ZBM wiernym czytelnikiem, wręcz admiratorem, Mein Kampf. Dziś Marek uważa, że tamten artykuł powstał na jakieś zamówienie, a teza artykułu, z góry założona, była aż nadto widoczna. Tekst narobił jednak sporo zamieszania, a sam Marek Zabrocki, dla dobra wizerunku organizacji, zrezygnował z pełnionej funkcji.

Budowanie organizacji nie mogło następować samorodnie – samo stworzenie ZBM-u nie zapewniało automatycznego napływu białoruskiej młodzieży. ZBM musiał pokazać, że młode pokolenie Białorusinów buduje własną wizję białoruskości, która odpowiada ich oczekiwaniom, w której będą mogli się odnaleźć i realizować. Zdaniem Jurka Osiennika najważniejsze było dotarcie bezpośrednio do młodzieży. Chodził więc do białoruskich ogólniaków w Bielsku i Hajnówce, spotykał się najpierw z dyrektorami, potem organizował spotkania z młodzieżą. Doprowadził też na przykład do wspólnego wyjazdu licealistów do Gródka na koncert zespołu R.F. Braha. Zebrało się dwa autokary młodzieży – potencjalnych sympatyków i członków ZBM.

Jurek Osiennik podkreśla rolę, jaką w powstawaniu i kształtowaniu się ZBM-u odegrali Sokrat Janowicz i Leon Tarasewicz. To ich wpływ spowodować miał, że „zabawę w symbole” przekształcono w „tworzenie kultury” i budowanie na bazie młodych aktywnych Białorusinów trwałej struktury, która mogłaby się w przyszłości przełożyć na tworzącą się społeczność białoruską. Pojawiły się więc tego efekty. Najważniejszym było powstanie festiwalu piosenki autorskiej Bardauskaja Wosień w Bielsku Podlaskim, sztandarowej, organizowanej na wysokim poziomie, imprezy made by ZBM.

Organizacja przyjaciół

ZBM liczy dziś kilkunastu członków. – Nie chcemy być organizacją masową – mówi Igor Łukaszuk. – Bardziej zależy nam na jakości naszych przedsięwzięć, na tym, żeby realizować założone cele.

Tym niemniej ZBM stara się oczywiście pozyskiwać nowych członków. Największą rolę odgrywają tu wszelkie prywatne, przyjacielskie kontakty. – Tworzymy dziś coś w rodzaju organizacji przyjaciół, a w naszym gronie panują koleżeńskie stosunki – podkreśla Igor. I dodaje zarazem, że ciągle starają się o utrzymywanie stałego kontaktu z młodzieżą z białoruskich liceów. Nie jest to jednak łatwe. Igor uważa, że nie ma sensu proponować młodemu pokoleniu tego, co do niego nie trafia. To pokoleniu powinno samo szukać własnych form działania. Jako przykład podaje rajd „Ściana”. – Czas rajdów mija – mówi. – Tego rodzaju wędrówki, które miały swoje ważne cele ideowe, przekształcają się w zwykłe formy odpoczynku, miłego spędzania czasu i służą wyłącznie ich uczestnikom, a nie innym.

Wstąpienie do ZBM nie wymaga szczególnych zabiegów, choć nie można znaleźć się w nim od razu z marszu, z ulicy. Trzeba przejść pewną procedurę. Na początek potrzebna jest rekomendacja dla wstępującego od kogoś, kto już w do organizacji należy. Następnie przez pół roku trwa tak zwany okres próbny. Dopiero po nim Rada Główna ZBM podejmuje ewentualną decyzję o przyjęciu w szeregi organizacji.

Jerzy Sulżyk, Czasopis, 06/2003 r.