Aktualny język artykułu: PL

Tarasewicza nie było. Nagrody Prezydenta Białegostoku w dziedzinie kultury

W sobotę odbyła się uroczystość wręczenia Nagrody Artystycznej Prezydenta Miasta Białegostoku w dziedzinie tworzenia i upowszechniania kultury za rok 1999.

W kategorii artystycznej została ona przyznana Leonowi Tarasewiczowi za całokształt dokonań artystycznych oraz promocję kultury białostockiej i miasta Białegostoku w Polsce i na świecie. W kategorii organizatorskiej nagrodę otrzymali ex aequo: Violetta Bielecka - za stworzenie i prowadzenie chórów Schola Cantorum Bialostocensis i Cantica Cantamus oraz promocję miasta Białegostoku w kraju i poza granicami, a także Izabella Półtorak i Piotr Damulewicz - za zainicjowanie i organizację Konkursu Recytatorskiego “Kresy” oraz promocję kultury polskiej wśród Polaków zamieszkałych poza granicami kraju.

Sobotnią uroczystość uświetnił zespół Gaudium, który wystąpił z krótkim recitalem, oraz Agata Meilute i Romuald Ławrynowicz, laureaci Kresów ’99, którzy specjalnie przyjechali z Wilna, aby wyrecytować kilka wierszy.

Nagrody wręczył prezydent Białegostoku Ryszard Tur. Zabrakło jednego z laureatów, Leona Tarasewicza. Nikt zresztą nie spodziewał się jego obecności.

- Otrzymałem list od pana Leona Tarasewicza, w którym pisze, że tej nagrody nie przyjmuje - wyjaśnił prezydent Tur, który więcej nie komentował tego faktu.

Przypomnijmy, że w liście do prezydenta Tura z 17 stycznia Leon Tarasewicz wyjaśnił powody, które zadecydowały o nieprzyjęciu przez niego nagrody prezydenta. Pisał m.in.: “Nie pozwala mi na to, budowana w mieście przez ostatnie dziesięciolecie (i wcześniej), atmosfera nieufności do nas - Białorusinów i prawosławnych. (...) Niemalże każde moje przedsięwzięcie - nie tylko na polu malarstwa - tu było przemilczane, podczas gdy doceniane było w Warszawie i innych miastach Polski oraz za granicą. Wspomnę w tym miejscu o blokowaniu mych pozamalarskich inicjatyw (R.F. Braha, >>Wiadomości Gródeckie - Haradockija Nawiny<<<<) w lokalnych mediach i instytucjach.”

poł, 2000/01/31

Listy. Szanowny Pan Ryszard Tur Prezydent Miasta Białegostoku

Pragnę Panu serdecznie podziękować za uhonorowanie mnie Nagrodą Prezydenta Białegostoku za 1999 rok. Niestety, nie mogę jej przyjąć. Nie pozwala mi na to, budowana w mieście przez ostatnie dziesięciolecie (i wcześniej), atmosfera nieufności do nas - Białorusinów i prawosławnych.

Ta swoista sytuacja ściany, którą sam próbowałem kruszyć, przejawiała się chociażby w szkalujących moją osobę miejscowych publikacjach prasowych np. w “Kurierze Porannym”: tekst o “Basowiszczu” z 1993 r. lub “Tarasewicz i rabini”, z ub.r., tudzież “uhonorowanie” mnie Kubkiem “KP” z okazji przyznania mi ostatnio Nagrody im. Jana Cybisa).

Niemalże każde moje przedsięwzięcie - nie tylko na polu malarstwa - tu było przemilczane, podczas gdy doceniane było w Warszawie i innych miastach Polski oraz za granicą. Wspomnę w tym miejscu o blokowaniu mych pozamalarskich inicjatyw (R.F. Braha, “Wiadomości Gródeckie - Haradockija Nawiny”) w lokalnych mediach i instytucjach.

Nie można winić za to tylko dziennikarzy. Oni wszak odzwierciedlają rzeczywiste stosunki międzyludzkie w mieście, które w dużej mierze zależą od poczynań miejscowych władz. A te, niestety, nadal - jako rządząca większość - podejmują nieprzemyślane kroki w kierunku niepotrzebnego jątrzenia i atakowania mniejszości. Przecież to były prezydent Białegostoku, Pana poprzednik, poseł Krzysztof Jurgiel zarzucił naszemu miesięcznikowi “Czasopis” rzekomą antypolskość, gdy w rzeczywistości to autor tych zarzutów właśnie tą postawą przejawił swą antypolskość. Tak to zostało odebrane przez wybitnych polskich intelektualistów, oczywiście spoza Białegostoku.

Taka atmosfera - powtarzam: zależna w głównej mierze od działań władz miasta - prowadzi do nasilenia postaw nacjonalistycznych u polskiej większości oraz zastraszenia i lęku wśród mniejszości. O Białymstoku - mieście z ambicjami wszak europejskimi - niedobrze świadczy to, że niemal wszystkie urzędy i stanowiska piastuje tu polska większość. Rodzi to sytuację, w której podwładni jej przedstawicielom prawosławni boją się o utratę miejsca pracy.

Nie przyjmując Nagrody, oczekuję większej mądrości u tych, którzy są w stanie realnie przeciwdziałać utrzymywaniu się w mieście nieufnej atmosfery wśród jego mieszkańców. Wierzę, że to nastąpi (widzę oznaki), a ja w Białymstoku znów będę wystawiał swe prace.

Leon Tarasewicz, Waliły, 17 stycznia 2000 roku