Aktualny język artykułu: PL

Tamarka

Jest taka fotografia – Tamara Sołoniewicz patrzy przed siebie układając dłonie tak, by tworzyły kadr obiektywu. Zdjęcie zdradza jaka była i co dla niej było najważniejsze – film. To, co mówiła o sobie dotyczyło filmów: dokumentacja, poznanie bohatera, praca na planie, pokazanie ukochanej białostocczyzny. Nigdy nie mówiła o nagrodach....

Jest wrzesień 1938 roku. W miasteczku na skraju Puszczy Białowieskiej przychodzi na świat dziewczynka. Ma ciemne włosy i zielone oczy. Ojciec – Mikołaj Sołoniewicz, pewnie chciał mieć syna, któremu mógłby przekazać nazwisko i białoruską tradycję. Ale w chwilę po urodzeniu ta istotka skradła mu serce. Daczuszka, Tamaraczka – szepnął w języku, którym mówił na co dzień . Nie ma już świadków tamtego dnia. Nie żyją rodzice. Nie żyje też Tamara.

Korzenie
Przed wojną rodzice Tamary należeli do bogatej białoruskiej inteligencji. Od pierwszych dni życia słyszała białoruskie słowa, widziała książki i czasopisma w tym języku, spotykała ludzi, którym - podobnie jak jej ojcu bliska była białoruska kultura. Zapisem jej wspomnień z dzieciństwa jest fabularyzowany dokument “Kresowa Ballada”, zrealizowany przez Tamarę w 1985 r. Są tam białoruscy chłopi, których rytm życia wyznacza przyroda: sianokosy, żniwa.... Są białoruskie chaty z ikonami, chłopskie lniane, haftowane koszule, Żyd handlujący garnkami, szeptucha, pani nauczycielka – Polka.
Ale zdarzeniem z dzieciństwa, które zapamiętała najwyraźniej była chwila, w której po raz ostatni widziała ojca. Było to w 1944 r.

Czytaj dalej...

“Najpiękniejsza dziewczyna na Jelonkach”
Tak zapamiętał Tamarę kolega ze studiów – Krystian Przysiecki. Miała długie, czarne i bardzo gęste włosy. Była jedną z najlepszych studentek na Wydziale filologii polskiej, zawsze dusza towarzystwa otoczona gronem koleżanek. Wyróżniała się w grupie studentów. “Kochałem się w niej” – wyznał Krystian. (dziś redaktor TVP, wydawca programu “Zawsze po 21.00”). Ta piękna dziewczyna trafiła w połowie lat sześćdziesiątych do Telewizji Polskiej. Pracowała wtedy jeszcze w gazecie, ale to nie dawało jej satysfakcji. “Obraz telewizyjny zawsze mnie fascynował, chciałam, by ludzie widzieli to co ja widzę” – wspominała. Może wówczas podświadomie czuła, ze jest to droga, na której będzie mogła kontynuować dzieło ojca.
Kiedyś wspomniała, że by dostać się do Telewizji użyła podstępu. Miała wysoko postawionego znajomego w Ambasadzie Radzieckiej. W Telewizji powiedziała, że ON życzy sobie, by ona zrobiła o nim program. W tamtych czasach- był to rok 1965 - nie mogło nie podziałać!
Pierwszą jej redakcją był Dziennik Telewizyjny, a pierwszym nauczycielem telewizyjnego rzemiosła Halina Miroszowa. Już w 1966 roku można było obejrzeć pierwszą dłuższą formę zrealizowaną przez Tamarę Sołoniewicz – “Miasteczko na skraju puszczy”. Choć utrzymana w ówczesnej konwencji propagandy sukcesu, opowieść dotyczyła rodzinnych stron Tamary. Wtedy nikt nie podejrzewał, że będzie to znak szczególny jej dziennikarskiego stylu.
“Czuło się jednak, że ona nie jest spełniona, że nie może znaleźć sobie miejsca w polskim środowisku – wspomina Leon Tarasewicz – I żaden mężczyzna nie mógł jej zainteresować. Nasi chłopcy nudzili ją i irytowali swoją wioskowością i chłopskim zakompleksieniem. A inni nie potrafili zrozumieć jej białoruskości i poszukiwania siebie”.
Ta piękna dziewczyna ukrywała w sercu jeszcze jeden dramat o którym wiedzieli tylko najbliżsi. Udało się jej odnaleźć na Uralu ukochanego ojca. Ale lata spędzone w sowieckim łagrze, znęcanie fizyczne i psychiczne uczyniły z niego obcego człowieka... Amnezja – straszna choroba... Mikołaj Sołoniewicz nie pamiętał ani rodzinnej Narewki, ani żony Olgi, ani daczuszki Tamarki....

Jej styl - reżyser filmów dokumentalnych
Film dokumentalny to dziedzina w której Tamara Sołoniewicz osiągnęła wszystko. Jej filmy zyskały miano autorskich, niepowtarzalnych. To duży komplement dla twórcy telewizyjnego. Chociaż nie była tak znana jak telewizyjni prezenterzy, to jej filmy poruszały tysiące widzów. Kiedy po jej śmierci Telewizja ponownie wszystkie jej filmy rozdzwoniły się telefony od ludzi. Mówili, że to było piękne...
W 1971 roku Tamara rozpoczęła pracę Redakcji Społecznej. Już w 1973 roku otrzymała nagrodę za film “Krzyk kobiet”.1974 to rok powstania filmu “Matecznik”, za który Tamara otrzymywała kolejne wyróżnienia: Brązowego Lajkonika na Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Krakowie i główną nagroda na festiwalu w Monte Carlo. Udało się jej z kamerą znów powrócić na rodzinną białostocczyznę. Ten wątek jej twórczości jest na tyle wyraźny, że Alicja Iskierko (Ekran 37/1978) w wywiadzie zapytała: “Z materii pani filmów oraz sposobu formułowania myśli wynika, że dobrze zna pani wieś... Urodziłam się na prowincji.- odpowiedziała Tamara - Lubię ją i chyba dość dobrze rozumiem. Jeżdżę tam od lat i jeden temat pociąga za sobą drugi.(...) Jak robię filmy? Długo dokumentuję. Poznaję ludzi, załatwiam ich sprawy. Złoszczę się i rozczulam. Ale później ślęczę nad każdym kadrem, film muszę mieć w sobie, przetrawić, przegryźć.” Niemal wszystkie filmy Tamary Sołoniewicz mówią o wsi.
Z “Matecznikiem” związana jest historia, którą dziś można uznać za anegdotę. W założeniu (tzn. zgodnie z ówczesną liną partyjną) film ten miał pokazać ciężką pracę leśników w Puszczy Białowieskiej i ważną sprawę jaką było odradzanie populacji żubrów w innych rejonach Polski. A “Matecznik” pokazuje brutalne sceny nagonki na żubra, umieszczenia go w klatce i nierówną, rozpaczliwą walkę zwierzęcia. Widzowie odebrali to jako metaforę sytuacji jednostki dążącej do wolności. A czerwona szmata użyta przez leśniczych do drażnienia króla puszczy przysporzyła autorce dużych problemów (podejrzenia o aluzje do ZSRR).
Koniec lat siedemdziesiątych to czas głośnych filmów i wielkich sukcesów Tamary. Kolejno była nagradzana Brązowym, Srebrnym Lajkonikiem i Grand Prix na Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Krakowie, nagrodą Złotego Ekrnu. Potem w życiu Tamary nastąpiło nagłe zaangażowanie w sprawy polityczne: robiła filmy o niepokoju społecznym i trudnej sytuacji gospodarczej (był to gorący początek lat osiemdziesiątych) . One nie mogły być nagradzane na oficjalnych przeglądach, ale w 1981 jeden wyróżniony zostaje (jako pierwszy i dotychczas jedyny) Nagrodą Solidarności.
“Tamara pisała piękne scenariusze – wspomina Mikołaj Nesterowicz, operator, który stałą współpracę z Tamarą rozpoczął na początku lat osiemdziesiątych – to nie były scenariusze w telewizyjnym tego słowa znaczeniu, a raczej małe utwory literackie, opowiadania. Oddawały one atmosferę filmu. Czytając jej scenariusz nie miałem problemu z przełożeniem go na obraz. W tych scenariuszach było także dużo o dźwięku –ważne znaczenie miał zawsze szelest liści, skrzypienie drzwi, trzask ognia w piecu. Pytała ekipę: Czytaliście? Rozumiecie? To teraz to róbcie ”.
“Kiedy podsłuchałam przypadkiem (fragment wywiadu udzielonego tygodnikowi “Ekran”) jak ekipa z Łodzi mówiła o mnie: ”ta Sołoniewicz, niby miła, łagodna, a pędzi do pracy jak kapral”. Ucieszyło mnie to. Wzruszać się można przed i po realizacji. Gdy pracuje kamera trzeba zdobyć się na maksymalną koncentrację. Ważne są nie tyle dobre warunki techniczne, co odpowiedni psychiczny moment.” Może to było tajemnicą kina Tamary.
Analizy twórczości Tamary Sołoniewicz dokonał Adam Wyżyński (Wizja Publiczna 11 (59) 2000). “Do charakterystycznych znamion dziennikarstwa telewizyjnego (takich jak; długie ujęcia, ograniczenie do minimum cięć montażowych, prosta dramaturgia) Sołoniewicz dodała cechy budujące jej własny, niepowtarzalny styl: powracające motywy ikonograficzne, obrazy zyskujące wymiar symbolu, rezygnację z komentarza, sugestywność ścieżki dźwiękowej(...). Opowiadając biografie jednostek, reżyserka dociera do archetypu ludzkiego losu – związków z przyrodą, zmagań z historią przeciwnościami, starością. Chce ciepło, z szacunkiem mówić o tym, co w człowieku najlepsze: dobro, życzliwość, wytrwałość, pracowitość, godność. Tło niemal wszystkich filmów nasycone jest elementami kultury ludowej. A jeden film z jej dorobku – “Kresowa Ballada” (1985) mówi o folklorze Podlasia wprost. Autorka pokusiła się w nim o rekonstrukcję obyczajów białoruskiej wioski z 1935 roku. Film ten ma charakter etnograficzny. Cechuje go dbałość o szczegóły zwyczajów, kostiumów i języka.
Reżyserka wielką atencją darzyła religię prawosławna i związaną z nią kulturę. Kilkakrotnie rejestrowała przebieg Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej w Hajnówce. Częstym motywem w jej filmach staje się krzyż, śpiew religijny, modlitwa.
Do ulubionych motywów artystki należy również wiejska droga ginąca na horyzoncie – symbol drogi życiowej bohatera i jego samotności. Najprostsze czynności domowe, takie jak rozpalanie ognia pod kuchnią czy krojenie chleba zyskują rangę ostoi, na której można zbudować dobre życie.”
“Tamara Sołoniewicz była wybitna. W kilkudziesięcioletniej historii Telewizji Polskiej nie ma nikogo, kto mógłby się z nią równać” – tak twórczość Tamary ocenił Eugeniusz Pach.
Lista sukcesów Tamary Sołoniewicz jest długa. Ale chyba dłuższa byłaby lista problemów z cenzurą, z uzyskaniem zgody na realizację filmów. Wspomniany “Matecznik” to pierwszy na tej liście film. “Kresowa Ballada” miała być w założeniu pierwsza częścią Tryptyku Narwiańskiego. Kolejne części opowiadać miały o losach ludności białoruskiej w okresie powojennym i współcześnie. Nie powstały nigdy. Tamarze podczas kolaudacji zarzucano sztuczność sytuacji, a przede wszystkim dziwny język (!), którym mówią bohaterowie. Film trafił na półkę. Miał tylko dwa pokazy kinowe: w Białymstoku i Gródku, które udało się zorganizować dzięki wsparciu lokalnych działaczy. “Tamarze najbardziej zależało, by ten film mogli zobaczyć jej aktorzy: kobiety i mężczyźni z okolic Gródka i Michałowa” – wspomina Eugeniusz Czykwin, który właśnie przy tej okazji poznał reżyserkę.
Nie wiadomo z jakich powodów na ekrany telewizyjne nie trafiła też “Siłaczka z Goran” (na taką informacją natrafić można w artykule Krystyny Polakowskiej Gazeta Współczesna 29.10.1988). “Bardzo trudno było mi uzyskać zgodę na wyjazd w Bieszczady na kanonizację Maksyma Sandowicza (film “Łemko ze Żdyni – ciernista droga” 1994) – opowiadała Tamara - Kto to ci Łemkowie? – pytali – Prawosławni? To coś z UPA? Po długich tłumaczeniach udało mi się przekonać gremium decyzyjne. Ale żadnych symboli narodowych! – zastrzegli. Wycięli mi potem scenę, w której na grobie św. Maksyma widać żółte i niebieskie kwiaty, a film wyemitowali w godzinach południowych w dzień roboczy”.
Tamara miała dwa filmy, których nie znalazłam, w żadnym oficjalnym spisie jej dorobku. Nigdy nie trafiły do katalogów Telewizji Polskiej bądź Wytwórni Filmów Oświatowych w Łodzi?
“Ostatni łowczy i “Zapach krwi” – bo o nich mowa - pokazywały bezmyślną eksploatację Puszczy Białowieskiej. Chyba zbyt sugestywnie...
Znajomi i przyjaciele z redakcji filmów dokumentalnych wspominają, że gdy chodziło o realizację filmu Tamara była niezłomna. Wykłócała się z przełożonymi o zgodę na realizację. Gdy nie dało się przekonać przy pomocy rzeczowych argumentów, uciekała się do podstępu - jak to było z “Matecznikiem” - bądź szukała innej redakcji. Czasem płakała zaciszu redakcyjnego pokoju, z bezsilności i złości na nieugiętość czy głupotę szefów. I nikt nie chce zacytować słów, jakimi ich wówczas określała.

“Nasza Tamarka”
“Ona kochała białostocczyznę, kochała tamtejszych ludzi, ona tam wszystko znała i doskonale rozumiała. I zawsze miałem wrażenie, ze najlepiej się tam czuła. I ją wszyscy znali i kochali. Ludzie mówili o niej – To nasza Tamarka - i pozwalali jej wejść w swoje życie...” – wspomina Mikołaj Nesterowicz.
Tamara często przyjeżdżała na białostocczyznę, by odwiedzić najbliższych. Zawsze z zainteresowaniem słuchała nowin, plotek, opowieści. Zawsze miała czas, by porozmawiać na ławeczce z sąsiadką. Wielu ludzi widziało, jak Tamara zbiera siano z łąki czy ziemniaki z pola. Takiemu człowiekowi można zaufać, on zrozumie, bo podobny jest do nich samych....Czasem przychodzili obcy ludzie, aby na niesprawiedliwość losu wyżalić się pani z Telewizji. I tak najczęściej Tamara poznawała lub znajdywała swoich bohaterów. Jeżeli człowiek, jego historia zaintrygowały ją, starała się go bliżej poznać. Dla ludzi z białoruskich wiosek bardzo ważne było, że potrafiła z nimi rozmawiać w ich rodzinnym języku.
“Tamara przyjechała do mnie, zapytała o zdrowie, o piosenki. Potem była jeszcze raz, przywiozła gościniec, usiedliśmy przy stole i opowiedziałem jej swoje życie” – wspomina spotkanie z reżyserką Mikołaj Prokopiuk ze wsi Trywieża, bohater filmu “Melodia duszy”.
Prawosławny arcybiskup Szymon (Romańczuk), pochodzący z tej samej co Tamara miejscowości, kolega z klasy: ”Ludzie kochali ją ogromnie. Jak spod ziemi zjawiały się zawsze na jej prośbę potrzebne do filmów stare kołowrotki, krosna, dzieże, brony, sochy, miski, łyżki, kilimy. Wiejskie kobiety śpiewały z ochotą pieśni weselne, pogrzebowe, żniwne, grały harmonie, szły zapierające dech w piersiach opowiadania...”
Tamara zawsze pamiętała o swoich bohaterach. Wiedziała kto wyjechał, zmarł, ożenił się. Na jubileusz zespołu “Rozśpiewany Gródek” (który brał udział w “Kresowej Balladzie”) przyjechała specjalnie.
Zabawną sytuację z realizacji któregoś filmu, która świetnie ukazuje stosunek mieszkańców białostockich wsi do Tamary pamięta Mikołaj Nesterowicz: “Jechaliśmy zmęczeni i głodni po zakończeniu dnia zdjęciowego. Było późno. Nagle Tamara przypomniała sobie, że w mijanej właśnie wsi ma znajomych gospodarzy. Wskazała dom. Zatrzymaliśmy się i bez namysłu zapukaliśmy do drzwi. Kto tam? – spytał zaspany głos. Jak to kto? Tamara, otwierajcie!. Drzwi się otworzyły, a w progu stanął zupełnie nieznajomy – jak później przyznała się Tamara – człowiek. Nina - krzyknął do żony – Tamarka Sołoniewicz do nas przyjechała!. Ugościli nas, wszystkim co mieli.”

Znów u siebie
Może dlatego Tamara Sołoniewicz odrzuciła możliwość pracy u Mariusza Waltera (szefa TVN). Proponował jej stworzenie w TVN redakcji reportażu. Przyjechała do Białegostoku, do najmłodszego Oddziału Telewizji (najpierw jako specjalista ds. programu, później jako zastępca dyrektora). Ośrodek dopiero powstawał, niewiele osób miało pojęcie o rzemiośle telewizyjnym. Pamiętam zajęcia z Tamarą. Oficjalnie nazywały się szkoleniami i powinny kończyć się o godz. 18.00, a były to projekcje reportaży, filmów dokumentalnych i zażarte dyskusje trwające nieraz do północy.
“Myśmy mieli po prostu wielkie szczęście, że ona tu trafiła, że mieliśmy takiego nauczyciela – mówi dziś o Tamarze Beata Kamińska – i przyjaciela. Bo była naszym przyjacielem. Nauczyła nas przede wszystkim uruchamiać wyobraźnię i przekładać to na obraz. Pomogła uwierzyć w siebie i pokochać to co robimy”.
To było niezwykle potrzebne w młodym zespole. I już po roku pracy z Tamarą przyszły pierwsze sukcesy – nagrody na festiwalach i przeglądach twórczości dziennikarskiej. Programy z Białegostoku coraz częściej pojawiały się na antenie ogólnopolskiej, a w środowisku zaczęło się mówić o “białostockiej szkole reportażu”. Dziś w białostockiej telewizji nie ma takich spektakularnych sukcesów. “Ale materiały przychodzące z Białegostoku dalej się wyróżniają: klimatem, sposobem realizacji, kompozycji. Taki materiał od razu poznaję” – mówi Łucja Klimas, przyjaciółka Tamary, redaktor “Ekspresu reporterów”.
Po powrocie do Białegostoku Tamara szybko zaczęła tęsknić za pracą reporterską. Znudziła ją papierkowe dyrektorowanie. Czasem po prostu zostawiała biurowe sprawy i jechała z młodymi dziennikarzami na zdjecia. W połowie 1999 roku otrzymała propozycję z kanału Discovery zrealizowania filmu o Tatarach w Polsce. Była szczęśliwa. Znów mogła żyć atmosferą planu zdjęciowego. “Była świetnie przygotowana do pracy. Znała historię, tradycje i kulturę polskich muzułmanów – takie wrażenie zrobiła na Arturze Konopackim, młodym Tatarze z Białegostoku, bohaterem filmu – z planu zdjęciowego zapamiętałem jej profesjonalizm”.
To był ostatni film, jaki zrealizowała Tamara Sołoniewicz.

Wspomnienia
Tamara Sołoniewicz zmarła 18 lipca 2000 roku. Zostały po niej filmy i wspomnienia... Na małym cmentarzu w Michałowie na Podlasiu żegnali ją przyjaciele i współpracownicy, wśród których były największe nazwiska Telewizji Polskiej.

Ja nawet przez pewien krótki czas byłem zwierzchnikiem Tamary w Redakcji Publicystyki. Mimo, że sam robiłem dokumenty to zawsze byłem urzeczony materiałami Tamary. Było w nich coś, co dała jej ta ziemia. My, ludzie pochodzący z centralnej Polski nie mamy tej wrażliwości, rozżewnienia, nostalgii... Tylko Tamarze udawało się w filmach pokazać nie fakty, a klimat. Na zawsze w pamięci utkwił mi kadr jednego z jej filmów, który tylko ona mogła wymyślić, a nawet bardziej wyczuć, bo tego się nie da zainscenizować. Stary człowiek siedzi na progu walącej się obórki, a z tyłu stoi równie stary koń, który szczypie staruszka za ucho! Do dziś wzruszenie chwyta mnie za gardło, gdy przypomnę sobie tę scenę.
To była niesłychanie utalentowana osoba, ja bym się nie wahał powiedzieć genialna! Każde jej dzieło było absolutnie doskonałe. Tamara robiła filmy bardzo wolno. Ona nie goniła za honorariami, jak inni dokumentaliści. Ona chciała mieć filmy skończone, i nie znam wyjątku od tej zasady – bo czasem się mówi z nielicznymi wyjątkami. Nie u niej bez wyjątku!
Dokument telewizyjny nie ma w tej chwili nikogo, kto choć w pewnym stopniu ją zastąpi...

Eugeniusz Pach - jeden z pierwszych prezenterów i dziennikarzy TVP, reżyser filmów dokumentalnych
Trudno mi o nie mówić. Ja Tamarę znałem ponad 40 lat. Poznaliśmy się jeszcze w czasach studenckich. Ona miała jedna cechę, której jej zawsze zazdrościłem otwartość na ludzi i chęć bezinteresownej pomocy. Ja zrobiłem wiele filmów, ale mi zawsze zależało, by film został dobrze oceniony... A ona nie, zawsze robiła filmy z myślą jak pomóc temu człowiekowi o którym robi film. Dlatego ona miała tych cudownych bohaterów, ale ni czas o tym mówić...( panu Krystianowi zaczyna drżeć głos)
Ona ukochała te ziemię i myślę, że będzie jej tu dobrze – z dla od ludzkiej zawiści. Bo ją to w życiu tez nie ominęło...
Nie spodziewałem się że odejdzie tak szybko... Widziałem ją jeszcze dwa miesiące temu. Nie miałem pojęcia o jej chorobie. Miała w sobie tyle energii, życia. A ona już wtedy była bardzo ciężko chora! Nie powiedziała mi o tym, pamiętała, że się kiedyś w niej podkochiwałem. Chciała, żebym ją pamiętał jako piękną i silną kobietę...(głos się łamie)

Krystian Przysiecki – reżyser filmów dokumentalnych, wydawca programu “Zawsze po 21.00”
Pierwszy film, który z nią zrobiłem to była “Kresowa Ballada” – taki fabularyzowany dokument. Później już stale współpracowaliśmy. Jaka była? Konkretna, zawsze wiedziała co chce osiągnąć. Filmy miała już w wyobraźni. Świetnie znała bohatera, rozumiała i potrafiła tak z nim rozmawiać, ze zapominał o obecności kamery. Tamara należała do czołówki polskich dokumentalistów, razem z Andrzejem Fidykiem, Ewą Borzęcką, Hanną Kramarczuk, Ewa Strabużyńską... Pracowałem ze wszystkimi. Co wyróżniało Tamarę? Jej własny, niepowtarzalny styl, nazwałbym ten styl pejzażowo-wiejskim. O czym robiła filmy? Zawsze człowieku i jego zwyczajnym, a przez to pięknym życiu.

Mikołaj Nesterowicz – operator
Tamara Sołoniewicz w moim życiu była bardzo ważna osobą – była moim nauczycielem i to w dwojakim tego słowa znaczeniu. Jako asystent operatora uczestniczyłem w realizacji wielu jej filmów. Umożliwiła mi poznanie wielu tajemnic jej twórczości. Odkryła przede mną w jaki sposób patrzy na ludzi, na otaczający świat i jak to przekłada na obraz filmu. Z zawodowego punktu widzenia trudno jest mi wyobrazić sobie lepszego nauczyciela. Jeżeli chodzi o drugie znaczenie – to Tamara była moją matką chrzestną. Pomagała mi w rozwiązywaniu wielu moich problemów, rozterek, podejmowaniu decyzji.
Co mogę powiedzieć? Bardzo mi jej brakuje. Ponieważ też pochodzę z białostocczyzny to co mogę spróbować jej w hołdzie ofiarować – to dalej opisywać piękno tej ziemi, tych ludzi, tego wszystkiego co ona tak kochała....

Piotr Nesterowicz – fotografik, asystent operatora
Gdyby próbować ją określić jednym słowem – wystarczyłoby WYBITNA.. Każdy, kto choć raz nią rozmawiał zapamiętał to spotkanie. Fascynowała lub drażniła. Ta dziewczyna z maleńkiego miasteczka na skraju Puszczy Białowieskiej jest i chyba na zawsze pozostanie niedoścignionym wzorem dla wszystkich dziennikarzy parających się sztuką telewizyjną.

Katarzyna Popławska

Najważniejsze filmy i reportaże z dorobku Tamary Sołoniewicz
1973 – Krzyk kobiet – nagroda Komitetu Antyalkoholowego
1974 – Antygona w stodole – Brązowy Lajkonik na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie (1975 r.); nagroda na Festiwalu Filmów Rolniczych w Lublinie
Matecznik – główna nagroda na festiwalu w Monte Carlo (1977)
1975 – Hela Pacewiczóna z Zadworzan – Srebrny Lajkonik na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie (1976 r.);
1977 – Ziemia – (zrealizowany w Wytwórni Filmów Oświatowych), Grand Prix na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie (1978)
1979 – Republika Słońca - Uzbekistan
1980 – Zjazd w Lubomierzu
Kto za, kto przeciw, kto się wstrzymał – Nagroda Filmowa Solidarności (1981 r.)
1981 – Przełom
1982 – Wąski tor (Wytwórnia Filmów Oświatowych), Grand Prix na FF Społeczno-Politycznych w Łodzi (1984 r.)
1985 – Kresowa Ballada (Wytwórnia Filmów Oświatowych) Nieobecny, poległ na polu chwały
1986 – Chodzi Pawa po Ułance. Siłaczka z Goran
1987 – Czy słyszysz jak płacze ziemia...
Andrzej i Mania
1988 – Żertwa
1990 – A pamięć jest w nas
1991 – Jezioro pełne łez
1993 – Melodia duszy
1994 – Już niepotrzebni. Ostatni dom.
Łemko ze Żdyni. Ciernista droga.
1995 – Wyznania duszy
Przeżycie obywatela Pikutina Timofieja
Polski Podrzutek cz.1
1996 – Z głębi serca
1997 – Polski podrzutek cz. 2
Gorzkie zwycięstwo.
1999 – Tango bezrobotnych
2000 – Tatarzy Polscy ( cykl “Ginące cywilizacje” w Discovery)