Aktualny język artykułu: PL

Rozmyślania o najważniejszym

Papież-Polak dla nas, prawosławnych obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, stał się opoką idei ekumenizmu, elementu szczególnie koniecznego w praktyce współistnienia prawosławia z dominującym w kraju rzymskim katolicyzmem.

Wybór przed dwudziestu laty krakowskiego kardynała Karola Wojtyły na Tron Piotrowy odebrano w środowiskach prawosławnych regionu ze zrozumiałą sensacją, lecz spokojnie.

Postać ta była właściwie nieznana tutaj; ówczesna prasa PZPR-owska pomstowała na zupełnie innych biskupów. Ponadto - realny socjalizm robił wrażenie tryskającego zdrowiem i cieszył się poparciem nie wyłącznie biedoty.

Nikt nie przewidział

Natomiast żywioł prawosławny jako mniejszościowy dodatkowo satysfakcjonował pokój religijny; ciągle żywa była jeszcze pamięć ekscesów z międzywojnia. Wzniesiona wówczas ściana między Cerkwią a Kościołem trwała w najlepsze, niczym mur berliński. Nad obiema rozdzielonymi społecznościami konfesyjnymi panował kategoryczny arbiter czerwonosztandarowy, nie znoszący żadnych kłopotów, prócz po stalinowsku interpretowanych problemów socjalizmu. I tak miało pozostać, mimo niespodzianego zostania Papieżem obywatela Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Pamiętam jak dziś pierwszą pielgrzymkę Ojca Świętego do Ojczyzny. Wiele znaczyło już samo to, że doszło do niej stosunkowo szybko. Jak przy okazji każdego wielkiego wydarzenia, które zawsze wyprzedza epokę, obudziły się upiory przeszłości. Eurforia u katolickich braci w Chrystusie musiała odbić się trwożnym echem w uszach ludzi prawosławnych. Po prostu zabrakło dobrych tradycji współżycia - u jednych i u drugich. W tej sytuacji nie jest ważne, po czyjej stronie jest wina. Nie bacząc na mądrość przodków, która uczy, że bardziej obciąża się jednak silniejszy...

Za nieszczęście wzajemnych relacji należy uważać cyniczne ingerowanie w nie wszelkiej maści polityków, z lubością aranżujących emocjonalne konflikty na poziomie pyskówek. Oczywiście, idzie dlań o głosy elektoratu, nigdy zaś o wartości chrześcijańskie. Rzec by tak: lubi diabeł skandale. Niestety, miały one miejsce, ponieważ dopiero zaczynaliśmy dorastać do przyszłych czasów. I chociaż nie jest bezdyskusyjną prawdą, że popełnianie błędów służy potem rozumowi, ale akurat te, powszechnie znane obecnie, są korzystnym odstępstwem od reguły. Pomyłki w życiu tym się różnią od owych w szkolnych wypracowaniach, że powstają one nie tyle z niewiedzy podręcznikowej, co wskutek stale zmieniających się warunków, zaistnienia nie doznawanych przedtem okoliczności. Nikt przecież nie przewidział Papieża-Polaka, jak nikt także wybuchu “Solidarności” czy zawalenia się światowego systemu komunistycznego. Można, rzecz jasna, powoływać się w tym miejscu na przeczucia poety romantycznego czy, w kwestiach społeczno-politycznych, na sporządzane analizy sowietologiczne, lecz u nikogo nie znajdowano odpowiedzi na pytanie: konkretnie kiedy (?).

Syn Boży dokonał cudu uczłowieczenia człowieka. Ojciec Święty z Polski równie cudownie zapobiegł globalnemu nawrotowi dzikości. Wszak dysponował On jedynie Słowem, nie mieczem i pożogą.

Odtąd pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny wnosiły każdorazowo nową jakość do naszego życia, również materialnego. Aktywność ludzka nie jest czymś mechanicznym lub wywoływaną li tylko potrzebami biologicznymi. Bez duchowości zostalibyśmy jedynie organizmami. Istotą wiary chrześcijańskiej jest umiłowanie człowieka. Zastanówmy się, co to oznacza. Bynajmniej nie słabość i nie bezwolną naiwność. Ciągle zgłębiamy absolut Odkupienia na Krzyżu. Bycie chrześcijaninem wymaga potęgi czynienia dobra. Nie ten jest mocarny, kogo się boją, co szczegółowo poświadcza historia ludzkości.

Rozbieżności trzeciorzędne

Papież-Polak dla nas, prawosławnych obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, stał się opoką idei ekumenizmu, elementu szczególnie koniecznego w praktyce współistnienia prawosławia z dominującym w kraju rzymskim katolicyzmem. Problematyczność dotychczasowych dokonań w tej sferze dostatecznie tłumaczy się młodością sprawy. Samo zagadnienie jednakowoż ma szersze tło, nie ogranicza się bynajmniej do zakresu bezpośrednich interesów Cerkwi polskiej. Stawką jest obopólne samooczyszczanie się z grzechu pomówień i wrogości. Lud Boży jest jeden i jeśli cośkolwiek różni go, to inni w nim pasterze. Nie prawda wiary, nie język Ewangelii, lecz rozbieżności najzupełniej trzeciorzędne. Pan Bóg nie jest nacjonalistą, bywają nim zwykli śmiertelnicy, którym On wspaniale wybacza, albowiem nie wiedzą, co czynią.

Moje prywatne doświadczenie żywota ziemskiego jest smutne, niestety. Zwłaszcza u siebie, w mej białostockiej Małej Ojczyźnie. Biblijny limit dziesięciu przykazań Bożych został u nas dawno przekroczony. Równocześnie uległy nadinterpretacji te, zdawałoby się całkowicie jednoznacznie zapisane przed tysiącami lat. Dlaczego tak się dzieje? - pytam także samego siebie.

Błądzenie jest rzeczą ludzką, powiadają mędrcy. To jakoś nawet uspokaja, ale do momentu, gdy nagle reflektujesz się, że nie ma widoków na najbliższą poprawę. Dla chrześcijanina będzie to mylne mniemanie, bo nadzieja nigdy nie ustaje. Nie jestem jednakże pewien, czy wolno mi wszystkie swe nadzieje pokładać w Panu Bogu, mimowiednie zwalniając samego siebie z trudu walki z pleniącym się złem. Wiara tchórza i leniwca nie jest wiarą, lecz próbą szwindelku z Panem Bogiem. Wycwanionym udawaniem czegoś. Krycia się za Panem. Wyczekiwaniem drugiego przyjścia Odkupiciela, by znowu milcząc posłać Go na krzyż?

Bierzemy krzyż na siebie. Nie w przenośni i nie w miniaturce, lecz całym swoim losem. Innej drogi, prócz Krzyżowej, nie ma. Pomykacze na boki nie są chrześcijanami i nic po nich. Pojawienie się na świat każdej istoty ludzkiej nie jest żartem natury, lecz zamysłem Bożym. Sprawdzającym się lub nie. Nie twoja to rzecz, że ktoś urodził się w odmiennej rasie czy języku. Aliści, skoro robi ci to różnicę albo i gorzej, wywołuje niechęć, wtedy zastanów się, kim jesteś i czy aby na pewno chrześcijaninem. Medytacje nikomu nie zaszkodziły, jeśli są szczere, nie aktorskie przed kamerą telewizyjną. Tym niech się hańbią politycy i podobni im faryzeusze, koniunkturaliści.

Pogaństwo pod przykrywką

Nieraz rozmyślam o tym, jak to jest: cerkwie i kościoły pełne są wiernych i równocześnie jakże niemożebnie przebić się z czymś, moralnie elementarnym. Widuję ogromne kolejki do spowiedzi wielkopostnej i zarazem doznaję upokorzeń wcale niezasłużonych, od tychże rozgrzeszających się, którzy w życiu społecznym stoją mi zbyteczną zawadą w labiryncie powszednich zabiegów. Co jest! - egoistycznie u nich ratowanie się przed piekłem, smażeniem się w smole? Metodą chytrego parobka?

Chrześcijaństwo, likwidując barbarzyński analfabetyzm, uzwyczajając do czytania i pisania, szerząc Słowo Boże, pobudza do myślenia. Czy możliwa jest bezmyślna wiara? Jako zjawisko wizualne niewątpliwie tak, ale wtedy mamy do czynienia w rzeczywistości z pogaństwem pod przykrywką klepanych pacierzy i pokazowych postaw ludycznych. Koniec epoki barbarzyńców wciąż przedłuża się.

Cerkiew nie jest ledwie malowniczą przybudówką Domu Bożego, jak chcą tego mniej rozgarnięci parafianie albo wręcz durnie. Przy końcu tysiąclecia rozbratu między Rzymem i Konstantynopolem coraz natykam się na podobny folklor, przebywając w tzw. głębokim terenie. Zaskakuje mnie to i zdumiewa. Ani się śmiać, ani płakać! Nie mnie sądzić wszakże, od jakiego ognia ów dym. Mając życie poniekąd za sobą, wiem, że ta psychologia oblężonej twierdzy, choć znakomicie utrwala władzę, sprzyja zastojowi umysłowemu i degeneracji ducha. A chodzi wszakże o harmonię wielkości chrześcijanina i wielkości człowieka w nim. Jedno i drugie ma być gigantyczne wprost! Nazbyt dużo dostrzegam jednakowoż skradających się karłów.

W swych rozważaniach laika celowo nie odróżniam specjalnie Cerkwi od Kościoła i vice versa. Jedyną generalną innością w zachowaniach prawosławnych parafian jest to, że są one ogólnie warunkowane stosunkiem do nich katolickiego otoczenia. To uniwersalne prawo reakcji wszelkich mniejszości pośród większości. Dla czytelniejszego porównania - w fizyce szkolnej mówi się o prawie akcji i kontrakcji. Czyli: taka jest mniejszość, jaki jest stosunek do niej ze strony większości. Nie bywa przeciwnie. Mam na myśli chrześcijaństwo w wymiarze społecznym, nie doktrynalnym.

Stanowiliśmy jedność

Proporcjonalnie małe demograficznie prawosławie w regionie białostockim realnie o niczym nie decyduje poza własnymi problematami wewnątrzkonfesyjnymi. Nie jest to pozytywna konstatacja, jeśli mieć na uwadze odniesienia społeczne tego stanu wzajemnych oddziaływań. Wszak dotykamy zespołu zjawisk, być może marginalnych w skali kraju, lecz bynajmniej nie regionu. Jest to ważny sygnał, ponawiany od lat, aliści bez oczekiwanych skutków. Pomimo wyakcentowania go przez Ojca Świętego w pamiętne odwiedzenie przezeń białostockiej cerkwi katedralnej św. Mikołaja. Stąd obecna pielgrzymka Jana Pawła II jest z pewnością odbierana przez środowisko prawosławne nie tylko jako olbrzymie przeżycie braci-katolików, z którymi łączy nas wspólny chleb i ten sam los. Biskupa Rzymu postrzega się coraz głębiej, również w kontekście zwykłej codzienności, w której nie grają świąteczne fanfary. Papież-Polak daje każdemu z nas - bez względu na wyznawaną wiarę - przekonujące argumenty do życia w Chrystusie na przekór istniejącym podziałom, często tylko historycznym, więc ściśle merytorycznie nieuzasadnionym. Przed rozpadem w 1054 roku na chrześcijaństwo wschodnie i zachodnie stanowiliśmy jedność. Apostołowie Słowiańszczyzny, św. św. Cyryl i Metody, spełniali swą misję w duchu Kościoła powszechnego. Dzisiejszy konstantynopolitański patriarchat ekumeniczny jest przedłużeniem ich dzieła. Nieprzypadkowo zatem Bartłomiej I jako pierwszy wśród równych sobie patriarchów Wschodu, jak i Papież rzymski jako głowa Kościoła Zachodu zgodnie podkreślają dziś potrzebę powtórnej ewangelizacji. W ciągu dziejących się tysiącleci po Chrystusie czuje się konieczność odnowy, oczyszczenia z narośli, nie mających nic wspólnego z wartościami chrześcijańskimi.

Na własnym natomiast podwórku białostockim marzy mi się przynajmniej powrót do rycerskości, jej pięknej zasady pardonu dla słabszego. Co do umiłowania człowieka - przyjdzie jednak poczekać.

Sokrat Janowicz, 1999/06/07-1999/06/10

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Sokrat Janowicz jest wybitnym pisarzem i publicystą białoruskim urodzonym i mieszkającym w Krynkach na Białostocczyźnie. Związany był z opozycją antykomunistyczną.