Aktualny język artykułu: PL

Pismo źle widziane. Kontrowersje wokół “Czasopisu”

Prawosławny biskup Jakub zakazał sprzedaży w cerkwiach “Czasopisu”, białoruskiego pisma społeczno-kulturalnego.

- Ci, którzy wydają to pismo, postawili się ponad wszystkimi, ponad hierarchami. Pogardliwie wyrażają się o duchownych i o narodzie białoruskim. Wyzywają naród białoruski od chamów - tłumaczy powody decyzji ks. Grzegorz Misijuk, rzecznik Kurii Prawosławnej.

Jego zdaniem pismo bulwersuje wiernych. - Ukazał się w nim np. list czytelniczki, która twierdzi, że zmarły metropolita Bazyli był osobą ciemną intelektualnie. Było wiele protestów wiernych, którzy przychodzili do biskupa oburzeni.

Czarę goryczy przelało opublikowanie w ostatnim numerze fragmentu książki “Nasze tysiąc lat”, w której redaktor naczelny pisma Jerzy Chmielewski rozmawia z Sokratem Janowiczem. Sokrat Janowicz stwierdza w nim m.in.:

“ Zaś język rosyjski u kochanych batiuszków jest już zabawnym nieporozumieniem. Zastąpią go polskim to pewne. Są oni wszak chłopskiego pochodzenia, więc niezdolni do szacunku względem ojczystości, zazwyczaj biednej, zakompleksionej. Będą dowartościowywać się polszczyzną. Będą dumnieć na koszt Polaków”.

- Autorzy wypominają biskupom, że wywodzą się ze wsi. A nie żyjemy przecież w czasach, w których pochodzenie decyduje o wykształceniu - mówi oburzony ks. Misijuk.

- Tego wszystkiego wysłuchuję ze zdumieniem. Czuję się zasmucony - mówi Sokrat Janowicz, współpracownik “Czasopisu”. - Nie pierwszy raz jestem źle rozumiany. Powiedziałem tylko, że biskupi tak samo jak ja pochodzą z chłopów. Nie jest to deprecjonujące. Język rosyjski, w którym mówione są kazania, jest sztuczny, nie do końca zrozumiały. Tutaj nie ma przecież społeczności rosyjskiej. Chodziło mi o to, aby mówić do ludzi po białorusku, w języku żywym. Rzeczywiście uważam, że hierarchowie z racji swego pochodzenia nie zdecydują się na wprowadzenie białoruskiego. Ludzie pochodzenia chłopskiego zawsze cierpią na kompleks niższości, to jest zjawisko ogólnoświatowe, niezależne od poziomu wykształcenia. Białoruski był językiem stanowym, symbolem chłopskości, a język polski mową panów. Dochodzi też wzgląd praktyczny, że język białoruski gaśnie, wieś po prostu znika. Stąd mój wniosek, że język polski wcześniej czy później będzie jedynym powszechnie używanym. Dlatego duchowieństwo będzie czuło się zmuszone do mówienia w języku powszechnie zrozumiałym, czyli polskim.

Jerzy Chmielewski utrzymuje, że do wycofania pisma doszło za obopólną zgodą: - Jesteśmy pismem świeckim. To naturalne, że “Czasopis” nie będzie sprzedawany w świątyni. Uzgodniliśmy to wspólnie.

Robert Winnicki, 2000/08/28