Aktualny język artykułu: PL

Magiczne Basowiszcza. Festiwal białoruskiego rocka

Co roku w połowie lipca, w lesie koło Gródka, na dwa dni pod sosnami wyrastają setki namiotów. Ostra muzyka wypędza zwierzynę, ale przyciąga młodzież z całego kraju i z Białorusi.

W kilkutysięcznym Gródku na leśnej polanie obok pobliskiego uroczyska Boryk od jedenastu lat odbywa się jedyny na świecie Festiwal Muzyki Młodej Białorusi “Basowiszcza”. Nie bez kozery przez bywalców zwany jest on “białoruskim Jarocinem” - na festiwalu pod Gródkiem króluje ostry rock, metal i folk. Tutaj od lat mają szansę zagrać muzycy, dla których nie ma miejsca na estradach Łukaszenkowskiej Białorusi (pewien wrocławianin właśnie m.in. w Gródku mógł po raz pierwszy usłyszeć znakomite teksty i świetną warsztatowo muzykę takich zespołów jak: Nowaje Nieba z Kasią Kamocką, Ulis czy N.R.M. W efekcie nigdy na festiwalu nie brakowało akcentów politycznych, co sprawiało, że festiwal rokrocznie przeradza się w antyłukaszenkowską demonstrację (tak było i teraz - ze sceny padały antyprezydenckie okrzyki).

Z roku na rok przegląd jednak z wolna żegluje w stronę muzyki środka, melodyjnego, komercyjnego rock’n’rolla, fatalnego poziomem punka, ideowego miszmaszu, sztubackiego rzępolenia, stawiającego na formę, a zarzucającego teksty.

Można by długo dyskutować, jak bardzo różnią się pierwsze Basowiszcza od jedenastych, jak mocno zanikł odrodzeniowy charakter imprezy i czy nadal festiwal białoruskiej muzyki rockowej można wpisywać w kontekst przemian zachodzących na Białorusi. Coraz częściej słychać też głosy, że Basowiszcza z białoruskich robią się coraz bardziej białostockie i na swój sposób spolonizowane. Ale jedno jest pewne - Basowiszcza dla wielu białoruskich muzyków to ciągle impreza magiczna, podczas której mogą w końcu bez żadnej cenzury wyartykułować, co naprawdę myślą. A i zainteresowanie festiwalem rośnie z roku na rok.

Na tegoroczne Basowiszcza zjechała kilkutysięczna publika z całego kraju. Ciągnęły tabuny długowłosych metalowców, łysych grunge’owców w szortach-bojówkach, punków z kolorowymi czubami, a nawet rastamanów. Gdzieniegdzie błysnęły też różowe bluzeczki słuchaczek disco polo, chustki na głowach starszych mieszkanek Gródka (imprezę traktują jako ciekawostkę - “a pani, znów zjechali te odmieńce, ale co szkodzi popatrzeć”). Na Boryk szły całe miasteczkowe rodziny. I każdy znalazł coś dla siebie - tatuś pogwarzył przy piwie z sąsiadem, synek posmakował waty cukrowej i paradował z balonem... Przy ostrej muzyce, wraz z flagą białoruską, pod sceną pogowało kilkudziesięciu fanów różnych orientacji muzycznych. Choć piwo lało się strumieniami - obyło się bez burd.

W piątek - w ramach konkursowej części festiwalu - wystąpiło 15 białoruskich zespołów (w tym cztery z Polski). Najwięcej nagród zgarnął zespół Rima z Gródka; uhonorowano go nagrodą wójta Gródka oraz Białoruskiego Stowarzyszenia Studentów. Awangardowa formacja Ży Zet z Białorusi (muzycy zawinęli głowy w zawoje antyterrorystów) otrzymała nagrodę Radia Racja, Sonca Mao z Białorusi - nagrodę Białoruskiego Stowarzyszenia Studentów, a zespół Postscriptum - nagrodę Studia Hertz, które funduje mu sesję nagraniową.

W sobotę zagrali laureaci festiwalu oraz gwiazdy, m.in. znakomity Ulis i N.R.M, Dawiation oraz polski Acid Drinkers.

Festiwal zorganizowany został przez Białoruskie Stowarzyszenie Studentów.

Monika Żmijewska, 2000/07/17