Aktualny język artykułu: PL

Jakby cudem zachowany fragment Rzeczypospolitej Obojga Narodów

Kiedy przed laty Polacy szli do pierwszych wolnych wyborów, w pociągu pospiesznym relacji Warszawa - Kraków odbyła się taka rozmowa:
- Czy pan mecenas słyszał, jakoby Białorusini założyli partię?
- Jacy Białorusini?
- Nasi, polscy.
- Panie magistrze, w życiu nie widziałem Białorusina. Jak oni wyglądają?
- Normalnie.
- Eeee...

Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych hierarchia katolicka w Białymstoku rozpoczęła spór z Cerkwią prawosławną o klasztor w Supraślu, jeden z biskupów oświadczył publicznie, że argumentem przemawiającym za tym, aby ławrę supraską przekazać Kościołowi katolickiemu, jest fakt, iż przed rokiem 1989 Białorusinów w Polsce nie było.

Nawet Jerzy Giedroyc nie mógł wyjść z podziwu.

Mało kto wie...

- Białorusin przez całe lata funkcjonował jako ciemniak w łapciach z łyka, w zgrzebnej koszuli - twierdzi Jan Maksymiuk, wybitny intelektualista i tłumacz, który przełożył na język białoruski między innymi "Ulissesa" Jamesa Joyce'a. - A kultura białoruska, jeśli w ogóle ją postrzegano, kojarzyła się najwyżej z jakąś ludową przyśpiewką i pędzeniem bimbru.

To stereotyp stworzony przez państwo totalitarne na potrzeby doktryny.

Sokrat Janowicz, znakomity pisarz mieszkający w Krynkach, piszący po białorusku, zauważył, że w Polsce mało kto zastanawia się nad tym, dlaczego ktoś mówi po białorusku, posyła swoje dzieci do szkół z białoruskim językiem nauczania i chodzi do cerkwi.

A czy dzisiaj przeciętny Polak, oprócz tych, którzy tutaj mieszkają, wie, co kryje się za eufemizmem "kresy"? Jaka jest Białostocczyzna? W książce "Ścieżkami prawosławia - Białostocczyzna" autorka wstępu Anna Radziukiewicz napisała: "Białostocczyzna - wschodnia i południowa jej część - jest jakby cudem zachowanym fragmentem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, w której obok Polaków katolików, którzy stanowili wtedy nie więcej niż połowę jej mieszkańców, żyli prawosławni, Żydzi, protestanci, żył naród ruski, litewski, ormiański".

Uznajmy, że jest to propedeutyka do poznania dzisiejszej Białostocczyzny, która po reformie administracyjnej przyjmie w swoje granice mniejszość litewską, zamieszkującą głównie ziemię sejneńską.

I prawosławny, i katolik

- Ten fakt niczego nie zmieni w dotychczasowej polityce władz wojewódzkich - twierdzi Andrzej Gawkowski, dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku - gdyż nie będziemy ingerować w działalność organizacji i stowarzyszeń mniejszości, niczego narzucać. Zdajemy sobie sprawę ze specyfiki narodowościowej województwa.

Najliczniejsza jest mniejszość białoruska. Ale to wcale nie znaczy, że każdy Białorusin jest wyznawcą prawosławia. Bywa, że jest katolikiem. Wyznania prawosławnego są też Polacy. Ta informacja wielu zaskakuje.

Z chwilą upadku komunizmu Białorusini w Polsce przebudzili się z politycznego letargu. Jan Maksymiuk twierdzi, że przez lata wśród Białorusinów istniało przekonanie, że wszystko, co wiąże się z białoruską tożsamością, to coś gorszego, plebejskiego i poniżającego, a dotyczyło to także kultury i losu białoruskiego. Więc

czekali na odrodzenie.

I ono nadeszło. A wraz z nim okazało się, że Białorusini mają poglądy polityczne od prawa do lewa i że nie wystarczy im wolność jako taka, świadomość odrębności narodowej, kulturowej i językowej. W czasach totalitarnych presja unifikacyjna działała jak sznurek budowniczego: równo, pion i poziom.

Społeczność białoruska podzieliła się. Jedni swój los związali z odrodzeniem mentalności poprzez Cerkiew prawosławną, inni uznali, że demokracja daje szansę odmienienia losu poprzez pracę u podstaw - taki białoruski pozytywizm. Jeszcze inni zaczęli tęsknić. W połowie lipca opublikowano w prezydenckiej gazecie "Zwiazda" ukazującej się w Mińsku wywiad posła SLD Jana Syczewskiego, przewodniczącego Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, w którym oświadczył, że w Polsce jest coraz trudniej rozwijać kulturę białoruską, że władza źle traktuje Białorusinów i przed transformacją było lepiej. Poseł ubolewał też, że środowisko białoruskie w Polsce podzieliło się.

- Nie wiem, w czyim imieniu jest ta wypowiedź - mówi jeden z działaczy Związku Białoruskiego w RP. - Bo jeśli zważyć, że w ostatnim czasie powstało w Białymstoku Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska - Białoruś oraz wkrótce rozpocznie działalność Radio Wolna Białoruś, to rzeczywistość przeczy wypowiedziom pana posła.

Bez przemilczeń

Oczywiście trzeba mówić o wszystkim. Litwini tworzą tu zamkniętą grupę, która nie zdecydowała się na wystawienie swoich reprezentantów w ostatnich wyborach parlamentarnych. Zdecydowali się Białorusini, ale różne opcje zabiegające o głosy tej mniejszości spowodowały, że nie mają własnego lobby w parlamencie. W Sejnach wcale nie do rzadkości należą napisy na murach: Dobry Litwin to martwy Litwin. Bywają też takie: Polska dla Polaków. Konsulat litewski w Sejnach wielokrotnie oblewany był farbą, próbowano zrywać flagę narodową. Podobne brewerie zdarzały się także przed dyplomatyczną placówką Białorusi w Białymstoku. W Sejnach trwają spory. O lokalizację pomnika biskupa Antoniego Baranowskiego, o mszę w języku litewskim, o dom kultury, o prawo do tożsamości, o szkolnictwo.

Jakże na czasie są słowa Zbigniewa Herberta, który powiedział w wywiadzie udzielonym Adamowi Michnikowi, że "...ci nietypowi są bardzo potrzebni narodom, właśnie teraz się to okazuje. Mniejszości intelektualne i rasowe są absolutnie potrzebne. To, co mnie martwi, to jest czysty naród, czysty etnicznie, czysty idiota".

Jak szkiełka w witrażu

Krzysztof Czyżewski, dyrektor sejneńskiego Ośrodka "Pogranicze - sztuk, kultur, narodów", twierdzi, że konieczne jest pojednanie między Polakami a Litwinami w duchu świadomości wspólnego dziedzictwa. I w tym wypadku należy rozpocząć pracę u podstaw. Pogranicze nie może dzielić. Powinno łączyć, tak jak poszczególne, różnokolorowe szkiełka tworzą mozaikę, witraż, czytelny tylko jako całość.

"Pogranicze - sztuk, kultur, narodów" może i chce odgrywać rolę edukacyjną, integrującą, poszukującą, łącząc te wszystkie nici, z których będzie można utkać polsko-litewską krajkę.

Jak do tego daleko? A jak blisko?

- Będziemy prowadzić politykę bez preferencji - twierdzi Andrzej Gawkowski - bez wtrącania się, bez jakiejkolwiek agresji. W latach ubiegłych dosyć niefortunne było powołanie pełnomocnika do spraw mniejszości narodowych. Jakikolwiek jego komentarz wywoływał komentarz do tego komentarza, a brak reakcji uznawany był za stanowisko władz. Chcemy tego uniknąć. Władze wojewódzkie nie będą kreować polityki wobec mniejszości, które same powinny decydować we własnych sprawach, bo znają swoje problemy, potrzeby i zamiary.

Takie są kresy

Białostocczyzna, ta w nowych granicach, skupi nie tylko Ukraińców zorganizowanych w Związku Ukraińców Podlasia, Tatarów mających własną organizację Muzułmański Związek Religijny w RP, Białorusinów skupionych w kilku partiach i organizacjach twórczych, Litwinów z własnym Stowarzyszeniem Litwinów w Polsce, ale także staroobrzędowców, Karaimów, zwanych Chazarami, wyznawców wielu religii.

Takie są właśnie kresy. Ale jeśli traktować je jako obrzeże - w tym wypadku wschodnie - Rzeczypospolitej, to przecież wiadomo, co w obwarzanku jest najsmaczniejsze - skórka. Trzeba mieć jednak świadomość, że zawsze znajdą się tacy, którzy będą woleli wyjeść miąższ. Są też smakosze zakalca.

Każdy potrzebuje jakiegoś bezpiecznego miejsca, w którym może się schronić i zregenerować własną tożsamość. Białostocczyzna będzie, mam nadzieję, do niego aspirować.

Janusz Niczyporowicz

Jakże na czasie są słowa Zbigniewa Herberta, który powiedział w wywiadzie udzielonym Adamowi Michnikowi, że "...ci nietypowi są bardzo potrzebni narodom, właśnie teraz się to okazuje. Mniejszości intelektualne i rasowe są absolutnie potrzebne. To, co mnie martwi, to jest czysty naród, czysty etnicznie, czysty idiota