Aktualny język artykułu: PL

Gazeta odzyskała mowę

Dziennikarze niezależnego pisma “Nasza Niwa” mogą posługiwać się białoruską gramatyką i ortografią sprzed bolszewickiej reformy, zdecydował wczoraj Najwyższy Sąd Gospodarczy w Mińsku.

Nasza Niwa”, która powstała w 1906 roku, została wznowiona siedem lat temu. Pismo posługuje się innym niż oficjalne białoruskojęzyczne gazety językiem - używa pisowni opartej na pierwszej współczesnej gramatyce języka białoruskiego ułożonej przez Bronisława Taraszkiewicza, działacza narodowego. W 1933 r. władze białoruskiej republiki narzuciły reformę językową, która w ramach stalinowskiej polityki narodowościowej i językowej znacznie przybliżyła białoruski do “wielkiego, bratniego języka rosyjskiego”. Zmiany te obowiązują do dziś, ale języka sprzed reformy konsekwentnie używa białoruska diaspora oraz środowiska niepodległościowe.

Latem państwowy Komitet ds. Prasy uznał pisownię “Naszej Niwy” za sprzeczną z “ogólnie przyjętymi normami językowymi”. Redakcja uznała, że takie normy nie istnieją, i zaskarżyła decyzję w sądzie. Trwający pół roku proces białoruska i międzynarodowa opinia publiczna uznała za przykład polityki narodowościowej prowadzonej przez ekipę Aleksandra Łukaszenki. Obawy budził już sam fakt, że nawet sędzina prowadząca sprawę nie znała języka białoruskiego i prowadziła posiedzenia po rosyjsku. Jednak specjalna ekspertyza językoznawcza przyznała rację “Naszej Niwie”.

Do tej decyzji przychylił się też sąd. Redaktor naczelny pisma Siarhiej Dubawiec nie wiąże jednak wczorajszego postanowienia sądu z ogólną polityką władz. - One konsekwentnie prowadzą politykę ukierunkowaną na zepchnięcie na margines języka białoruskiego. Prezydent wprowadził rosyjski jako drugi język państwowy, zwykłą praktyką są rosyjskie szyldy, oznaczenia drogowe. To jest twarz tej władzy - powiedział wczoraj “Gazecie”.

Cezary Goliński, Mińsk, 1998/12/23