Zmień język artykułu: BEAktualny język artykułu: PL

Folklor wschodniej białostocczyzny

Białostocczyzna jako geograficzno-administracyjny region formowała się od XVIII do początku XIX wieku. Do tego czasu Białystok był lokalnym centrum własności ziemskiej. Dopiero za czasów Jana Klemensa Branickiego staje się on centrum miejskim, a zbudowany tu pałac jedna z piękniejszych budowli tej części Europy. Po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej staje się centrum administracyjnym nowo utworzonego okręgu białostockiego w ramach Prus Nowo-wschodnich. Okręg przestał istnieć w 1843 roku, kiedy terytorium to zostało włączone w skład Guberni grodzieńskiej.

Termin „wschodnia białostocczyzna” możemy z jednej strony interpretować geograficznie, z drugiej zaś kulturowo ze względu na charakter osadnictwa. Wschodnią białostocczyznę, to znaczy powiat hajnowski, wschodnią część bielskiego, siemiatyckiego, białostockiego i sokólskiego w większości zamieszkują Białorusini. Stan zachowania ich kultury jest różny, w zależności od rejonu. Najlepiej wygląda to w powiecie hajnowskim, najsłabiej zaś w sokólskim. Ma to odzwierciedlenie w świadomości narodowej mieszkańców, na co dowodem są wyniki ostatniego spisu powszechnego. W naszym materiale chcemy zaprezentować najstarsze zachowane opisy folkloru z omawianego terytorium. Sporo zwyczajów zachowało się do dziś, jednak niektóre zaginęły na zawsze.

Pierwszym wiadomym zapisem folkloru z wschodniej białostocczyzny jest fragment pieśni o turze zapisanej około 1820 roku przez Zoriana Dołęgę Chodakowskiego, jednego z pierwszych slawistów. Pieśń zaczynająca się od słów „Унадiвся гнедый тур в рокiтнiк, наважылося два ловчыкi на ёго...” zapisana była w Rajsku koło Bielska.
W tym czasie swą naukową pracę zaczynał już profesor Józef Jaroszewicz urodzony w Bielsku wybitny historyk i badacz Podlasia i Wielkiego Księstwa Litewskiego. W jego dorobku jest trzytomowa fundamentalna praca „Historia Litwy”, ale także liczne artykuły, które ukazywały się w ówczesnych periodykach. Niektóre z nich dotyczą folkloru Podlasia. W jednym z nich pt. „Wiadomości o kupalnicach na Podlasiu” (1846) profesor rozważa istnienie obrzędu nocy Kupały w okolicach Kleszczel. Zwraca uwagę na to, iż obrzęd ten kiedyś tu istniał, ale obecnie zanikł... Złożyły się na to inne obrzędy, które zajęły jego miejsce. Jednym z nich był obrzęd rohul’ki.

Obrzęd ten odprawiany był w przeciągu tygodnia od Wielkanocy do przewodniej niedzieli. Dziewczęta bądź młode zamężne kobiety zbierały się za wsią na piaszczystych pagórkach. Tam brały się za ręce tworząc krąg zwany horod (ogród). Spośród siebie wybierały jedną dziewczynę, którą nazywały rohulką. Chodząc wokoło śpiewały różne pieśni.
Na przykład:

Ой, мiла Рагулько,
Встань барзо ранюлько –
Ой, моя мiла Рагулько –
Пуойды, пуойды по воду ранэнько,
Умый, умый бiлое лiчэнько,
Вложы бiлою кошуленьку,
Наволочы рожовую суконьку,
Наложы пачошкi новы,
Обуй черевiчкi понсовы,
Торговы фартушок прыпашы,
Русую косу зачэшы,
Пуойды з панною в танок,
О моя мiла Рагулько.
Podczas takiego korowodu rohulka wybierała tańczące wokół dziewczęta. Śpiewano przy tym odpowiednie pieśni, charakterystyczne dla tego obrzędu. Jedną z nich do dziś śpiewa się we wsi Dobrywoda koło Kleszczel: Пуд малiною, пуд зэлёною...

Jeszcze za życia Jaroszewicza ukazał się bardzo interesujący materiał pod tytułem „Podlasie ruskie”, które autor podpisał się pseudonimem Podlasiak (A. P.... łowicz z okolic m. Narwi). Znajdujemy w nim pierwszy znany opis wesela, chrzcin, pogrzebu i innych uroczystości.

Obrzęd wesela poprzedzały swaty - młodzieniec jechał z marszałkiem do rodziców dziewczyny, aby umówić się co do posagu. Odbywał się tu swoisty targ, który rozpoczynał się słowami: Подубно вы маетэ тэлушку до продажы (podobno macie dziewczynę do sprzedania). Jeśli młodzi i rodzice zgadzali się na ślub, od razu umawiali się odnośnie wesela. Tydzień przed uroczystością młoda, upiększona wstążkami we włosach razem ze swą drużką szła po wsi, aby zaprosić gości na wesele. Dziewczyna zapraszała wszytskich, nawet ludzi przypadkiem spotkanych na ulicy.
Z opisu wesela spod Narwi dowiedzieć się możemy o obrzędzie korowaja, który odbywał się w sobotę przed weselem. W domu młodej zbierały się zamężne kobiety i panny. Wspólnie piekły duże pszeniczne ciasto z góry ozdobione małymi formami, także z ciasta. Śpiewano przy tym specjalne pieśni. W sam dzień wesela, przed wyjazdem do ślubu młody przyjeżdżał po młodą i razem oddawali ukłon rodzicom całując ich w nogi. Następnie obchodzili wkoło stół stojący po środku. Podczas tej czynności robili ukłony w cztery strony świata oraz przed ikonami wiszącymi na pokuci. Po ślubie uroczystości weselne odbywały się w domu młodej. Trwały one co najmniej trzy dni.

O chrzcinach autor opisu praktycznie nie pisze. Zwraca tylko uwagę na odwiedki, na które goście idą do matki z własnymi potrawami. Wśród krótkich opisów poszczególnych świątecznych obrzędów autor wraca szczególna uwagę na uroczystą wieczerzę w przeddzień święta Pokrowa Matki Bożej (14 października). Na tą osobliwą wigilie zbierała się cała rodzina. W pokuci zapalano świecę gromniczną , na stole stały potrawy mięsne. Na początku gospodarz wylewał na stół trochę wódki. To samo robił symbolicznie z potrawami. Obrzęd ten związany był ze wspominaniem przodków. Był podobny do słynnych Dziadów.

W porównaniu z obrzędami autor więcej uwagi poświęca śpiewowi i muzyce. Podkreśla ogromna muzykalność podlaskich Białorusinów. Pisze, że tutaj każdy, już od kołyski żyje z pieśniami, umie śpiewać i śpiewa. Słusznie zwraca przy tym uwagę na podporządkowanie konkretnych pieśni porom roku. Muzykalności mieszkańców Podlasia, według autora, sprzyjało powszechne słuchanie pieśni i sama przyroda. Położone niedaleko od siebie wsie, wzajemnie współzawodniczyły, która zaśpiewa głośniej. Lasy odbijały głos pieśni. Autor pisze o tym tak:
Jak w lesie nie hukać i śpiewać, kiedy echo tak wiernie powtarza każdy odcień twojego głosu? Przysłuchasz mu się jakby czyjemuś obcemu i chętk cię bierze coraz więcej iść z nim w zawody. A jeśli jeszcze kto odśpiewa naprawdę w oddali, zawiązuje się walka śpiewna, pobudzająca do coraz większej ochoty. Jak-bo to echo gra w lesie cichym wieczorem lub rankiem, jakże zachęca do śpiewu. I dziwić się, że Podlasianie są takim narodem śpiewnym!

Autor opisu, wspomina także instrumenty wśród których najpopularniejsza była piszczałka. Robiło się ją z wierzchołka młodej sosny. Miała sześć dziurek. Można było grać na niej różne proste melodie. Grano również na skrzypcach własnej roboty. Autor opisuje także charakterystyczny taniec:

Staje tyle par ile ich jest i chodzą one w koło jedna za drugą; kobiety zawsze na zewnątrz kręgu, w którą kolwiek idą stronę, od lewego do prawego czy przeciwnie. Pierwsza para ująwszy się jak do walca, tańczy pośrodku na miejscu, kręcąc się i podskakując do taktu. Gdy się natańczy, idzie na tył, a następna para wychodzi na środek i tym trybem trwa taniec dopóki gra muzyka. Rytm muzyki tych tańców podobny jest do rytmu kozaka. Tańczą także walce, niekiedy parobczaki kozaka.

Na początku drugiej połowy XIX w. zbieranie folkloru w Guberni Grodzieńskiej (tym samym i we wschodniej Białostocczyźnie) nabrało bardziej uporządkowany i naukowy charakter. Zaangażowało się w to przede wszystkim Imperatorskie Ruskie Towarzystwo Geograficzne, które w 1863 r. zwróciło się do litewskiego duchownego konsystorium z prośba, aby wybrani proboszcze z etnograficznej strony opisali swe parafie lub powiaty. Wysyłano przy tym specjalną pomocniczą instrukcję, potrzebną przy zbieraniu informacji. Opis życia parafian powiatu bielskiego powierzono o. Celestynowi Bren, proboszczowi parafii w Starym Korninie. Opis szczęśliwie zachował się do dziś w archiwum Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu.

Praca składa się z sześciu rozdziałów, które opisują: wygląd, mowę, domostwo, osobliwości życia społecznego, zdolności rozumowe, zasady moralne, edukację oraz podania ludowe. Wielką wartość przedstawia 38 zapisanych pieśni, w tym 14 weselnych, 24 zagadki, 15 przysłów oraz 2 bajki. W opisie znajdują się także rysunki strojów, narzędzi rybackich oraz budynków z ich planami. Nas najbardziej interesuje folklorystyczna, niematerialna część opisu.

Pisząc o chrzcinach, o. Celestyn Bren zaznacza, iż nie zachowały się osobliwe zwyczaje z tym związane. Wstąpienie w dorosłość także nie jest obwarowane obrzędami. Kiedy chłopiec osiągał wiek dorosły rodzice starali się dobrze go ożenić. Jednak już podczas swatania (nazywanego diwosnuby) i samego wesela odbywało się szereg obrzędów.

Wspomnienia zmarłych nazywano chawtury. Podczas wspominania wiernych, które w cerkwi prawosławnej odbywa się kilka razy w roku podczas tzw. sobót wspomnieniowych mieszkańcy wsi przygotowywali obiad , na który zapraszano w szczególności żebraków. Z późniejszych źródeł możemy dowiedzieć się, iż żebracy byli zawsze oczekiwanymi gośćmi w chacie. Ich w szczególności proszono o modlitwę za zmarłych dziadów.

W przeddzień Bożego Narodzenia i święta Chrztu Pańskiego mieszkańcy wsi przygotowywali obiady, których głównym daniem była kutia i kisiel. (w drugie z wymienionych tylko kisiel). Obiady te spożywano wieczorem i zwano je kolada. Wśród innych ciekawych obrzędów autor opisu wymienia tzw. żylnikowanie, które było popularne wśród zamężnych kobiet i wdów. Obrzęd ten to surowy post, który trwał od wieczora w Wielki Czwartek do Wielkanocy. Przez ten czas nic nie jedzono i nic nie pito. Zwyczaj ten zachował się do dziś, w szczególności w parafii Stray Kornin, gdzie służył o. Celestyn Bren.

Kolejny obrzęd zamieszczony w opisie to dożynki. Odbywało się to zazwyczaj tak: kiedy skoszono ostatni zagon zboża, dziewczęta plotły wianek ze zboża z dodatkiem kwiatów. Zostawiano trochę nie skoszonego żyta, które zbierało się, układało i ozdabiało kwiatkami. Snop ten nazywał się perepelicia. Następnie robotnicy szli z wiankiem do domu gospodarza, śpiewając pieśni. Tam gospodarz częstował ich strawą. Zwyczaj ten przetrwał w wielu miejscach do dziś.

Do naszych czasów przetrwał również opisany przez o. Brena zwyczaj obchodu pól. Jak dziś odbywa się to w wielu parafiach, tak i w połowie XIX w. W wyznaczony dzień odbywała się w cerkwi liturgia, po której z ikonami i chorągwiami na czele chłopi wychodzili razem z batiuszką na swoje zasiane pola. Przed swoim polem, jego właściciel z rodziną stawali na kolana, a kapłan nad ich głowami czytał Ewangelię. Po zakończeniu obchodu pól procesja wracała do wsi, gdzie przed każdym domem, gdzie stał stół z chlebem, i powtarzano tą samą Ewangelię. Na koniec procesji, pastuchowie zganiali w jedno miejsce zwierzęta pastewne, które po przeczytaniu modlitwy za ich zdrowie kapłan świecił woda świeconą. Po tym procesja wracała do cerkwi. Później wszyscy razem szli na poczęstunek do najzamożniejszego gospodarza we wsi, gdzie strawy przygotowywane były przez wszystkie rodziny.

Oprócz obrzędów praca o. Brena zawiera również opis 2 tańców ludowych. Są to: taneć i waleć. Są one do siebie raczej podobne, z ta tylko różnicą, że w drugim z nich podskakuje się , zaś w pierwszym pary kręcą się wokół bez podskakiwania. Tańczono także kozaka- taniec taki sam jak ruski byczok.

Ciekawa częścią pracy o. Celestyna Brena jest opis zabawa dziecięcych. Najpopularniejsza z nich była ślepa baba. Inna zabawą była babka. W odpowiednim miejscu wbijano palik, na którym wieszano czapkę, a na nią jeszcze jedną. Następnie po kolei przeskakiwano przez palik tak aby nie zrzucić czapek. Jeśli ktoś zrzucił jednak to zrobił, był karany przez każdego z grających (była to gra dla chłopców) uderzeniem nazywanym kroz- troj. Trzecia grą w Starym Korninie i okolicach był prokoweć (pierścionek). Chłopcy ustawiali się w kółku. Jeden z nich przekazywał drugiemu pierścionek (tak aby nikt nie wiedział kto go ma). Następnie wywoływał jednego z chłopców i proponował odgadnięcie u kogo znajduje się pierścionek. Jeśli wywołana osoba nie zgadła, naśmiewano się z niej.
W pracy o. Brena znalazło się jeszcze kilka opisów zabaw.

Praca o. Celestyna Brena jest pierwszym tak gruntownym opisem kultury ludowej wschodniej białostocczyzny stworzonym nie przez profesjonalistę, a przez kapłana. W następnych dziesięcioleciach prac takiej wartości powstało jeszcze kilka. Jednym z nich był „Historyczny i statystyczny opis cerkwi i parafii w Czarnej Cerkiewnej” złożone około 1890 roku przez proboszcza parafii w Czarnej Cerkiewnej o. Aleksego Wołkowskiego (praca była wydana w Bielsku Podlaskim w 1994 roku).

Opis powstał według instrukcji opracowanej przez Litewską Konsystorię Duchowną w 1886r. Składa się on z pięciu rozdziałów: Parafia, Cerkiew parafialna, Kler cerkiewny, Parafianie i instytucje parafialno-cerkiewne. Nas szczególnie interesuje rozdział poświęcony parafianom.

O narodowości swoich parafian o. Aleksy Wołkowski mówi, że wszyscy należą do Białorusinów, z małym dodatkiem małoruskiego (ukraińskiego) elementu. Język jest tu również białoruski z małą domieszką słów małoruskich. Dlatego też na ludową kulturę mieszkańców czarniańskiej parafii należy patrzeć przez perspektywę kultury białoruskiej. Do zewnętrznych osobliwości miejscowej kultury o. Aleksy zalicza malowanie ścian domu w czerwono-zielone kwiaty, czym zajmują się dziewczęta. Z obrzędów religijnych autor opisu wspomina m.in. obchody pól z kresnymi chodami oraz święcenie roślin w końcu lipca. Ziela tego używa się następnie do kadzenia domów i celów leczniczych. Jesienią, po zakończonych zbiorach, służyło się tzw. Wielkie Obiednie. Na taką służbę gospodarz zapraszał wszystkich – rodzinę i znajomych. Na cmentarzach święciło się krzyże po zmarłych przodkach, a potem odbywał się uroczysty obiad. Jeśli chodzi o inne ludowe obrzędy, opis wspomina o prowadzaniu kozy podczas святкаў i maślenicy. W czasach o. Aleksego Wołkowskiego obrzęd ten jednak odszedł już w niebyt. O chrzcinach autor pisze, że odbywały się one bardzo skromnie – brali w nich udział tylko członkowie rodziny i chrzestni. Wesele przez pierwsze dwa-trzy dni odbywało się w karczmie, potem przejeżdżało się do młodego. Przy tym ktoś z kuzynów panny młodej wiózł jej skrzynię posażną, którą należało w domu pana młodego wykupić. Po odjeździe gości młoda powinna ze swego płótna uszyć mężowi koszulę. Dopiero wtedy otrzymywała wszystkie prawa żony i gospodyni.

W opisie znajdujemy również ciekawe zwyczaje rolnicze. Pierwszy z nich to obchodzenie pól w dzień św.Jerzego. Gospodarz z całą rodziną obchodzili dokoła pole zasiane żytem, w kątkach pola sadzili poświęconą wierzbę i zakopywali resztki z wielkanocnego stołu. Kiedy pierwszy raz wyprowadzali dobytek na pastwisko, kropili go poświęconą jordańską wodą i uderzali poświęconą wierzbą. Podczas żniwa, przed złożeniem zwiezionych z pola snopów, kłądziono do zasieku błogosławiony na Wielkanoc chleb – artos, żeby ustrzec zboże od myszy i wszelkiego nieczystego.

Wspomniane prace to tylko niektóre XIX-wieczne źródła służące poznaniu folkloru Białorusinów wschodniej Białostoczczyzny. Świadczy to o dawnym wielkim zainteresowaniu kulturą ludową tego regionu i jej niewątpliwym bogactwie.

Aleś Łoś