Zmień język artykułu: BEAktualny język artykułu: PL

Bardowie nie zmuszają do słuchania, ale dają możliwość usłyszenia

“Бардаўская восень”- przez ostanie dziesięć lat, co roku w październiku, hasło to pojawia się na ulicach Bielska w postaci afiszy. Zapraszają do Domu Kultury, aby posłuchać ludzi, którzy śpiewają to, co ułożyli sami. Nie zawsze ich śpiew jest doskonały, nie zawsze dostatecznie miły dla ucha, ale zawsze płynie z głębi duszy, gdyż powstał nie dlatego, że tak trzeba, ale dlatego, że ktoś bardzo pragnął go stworzyć. Temu, kto to zrozumiał, kto nie poszukuje tanich powierzchownych efektów, którymi zalewa nas kultura masowa, spotkania z owymi śpiewakami dadzą dużo. Mówiąc krócej: bardowie nie zmuszają do słuchania, ale dają możliwość usłyszenia.

Dziesięciolecie to już historia, ale historia niedawna. Dawna zaś historia wygląda mniej więcej tak.

Bard to słowo celtyckie. Tak nazywano ludzi należących do wyższej kasty. Celtowie byli silnym i liczebnym plemieniem, jakie od dawien dawna zamieszkiwało Europę. Celtowie bardzo szanowali kastę bardów i druidów, stawiając je nawet wyżej swych władców. Bardów szanowano nie tylko dlatego, że byli ludowymi śpiewakami, ale i dlatego, że na ich barkach leżały obowiązki religijne. Każda świątynia miała swojego barda, który przy dźwiękach harfy wychwalał boga, któremu służył, boga, który ochraniał ową świątynię i był patronem grodu. Oprócz tej wyższej klasy bardów byli i inni, którzy swym śpiewem wychwalali sławnych bohaterów. Trzecią, najniższą klasą bardów byli ci, przebywający na dworach władców. Ich pieśni mówiły o trzech rzeczach: rodowodzie króla, jego bogactwie oraz wielkości.
To wszystko, co wiemy o bardach z czasów przed narodzeniem Chrystusa i czterech pierwszych wieków naszej ery. Bardowie stawiali siebie bardzo wysoko, żyli w samotności. Dlatego nie zachowało się z tego okresu dużo informacji na ich temat.
Od IV wieku wiadomo już więcej. W tym czasie Rzymianie, którzy bardzo bali się silnego wpływu druidów na lud. Dlatego też odnosili się w stosunku do nich bardzo zdecydowanie, starali się wręcz ich zniszczyć. Bardowie, którzy byli silnie związani z druidami, także musieli się ratować.
Rzymianie działali. Powycinano święte drzewa, zrujnowano świątynie. Z powodu tych działań najwyższa klasa bardów została kompletnie wyniszczona. Zostały tylko 2 niższe klasy bardów.
Kiedy rzymski ucisk zelżał, bardowie odrodzili się na nowo. Znów zabrzmiały śpiewy, wrócił szacunek. Jednak nigdy nie było tak jak wcześniej. Przecież bardowie - kapłani już nie istnieli.
W owym czasie bardowie podzielili się na uczniów, nadwornych bardów oraz nauczycieli. Uczniowie, po latach prób wstępowali (bądź nie) na drugi stopień wtajemniczenia.
Nadworni bardowie siedzieli obok króla, mieszkali w zamku, ich rola była bardzo ważna. Jeśli król lub królowa rozkazali śpiewać, bard (zgodnie z prawem) musiał zaśpiewać trzy pieśni. Jeśli pieśń zamówił lud, bard był zobowiązany śpiewać dopóki starczało mu sił. Podkreślało to fakt, iż bard znajduje się bliżej ludu niż władcy. Na wojnie, bardowie śpiewali podczas bitew, za co podczas podziału łupów oprócz swego udziału otrzymywali jeszcze byka.
Osoba barda była nietykalna. Ten, kto go skrzywdził, spotykał się z surową karą.
Prawo zabraniało bardom noszenia zbroi. Głównymi jego obowiązkami było rozprzestrzenianie informacji, sławienie mądrości, życzliwości, gościnności oraz zachowanie w pamięci ważnych wydarzeń i ludzi wartych zapamiętania przez potomnych.
Bardowie - nauczyciele nie znajdowali się już na dworze władcy. Byli znacznie wyżej. Ten stopień mógł osiągnąć tylko zwycięzca współzawodnictwa, które odbywało się co trzy na radzie bardów.
I ostatnie. Dzieci można było uczyć na bardów czy kapłanów tylko wtedy, gdy pozbawiono rodziców władzy nad nimi. Poezja wymagała takich samych poświęceń co stan kapłański.

Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Świat poszedł do przodu. Nie ma już ani królów ani sławnych bitew. Ale są przecież ludzie. Ich troski formalnie wyglądają inaczej, ale w rzeczywistości skupiają się na tych samych potrzebach, co tysiące lat wcześniej. Jak by się współcześni ludzie nie starali, nie uda im się przerosnąć istnienia. Dlatego też żyje w człowieku potrzeba wyrażenia czegoś, co ciężko opisać prostymi słowami. Potrzeba ta jest nieśmiertelna, nie poddaje się czasowi, procesowi ogólnie nazywanemu postępem. To poezja. Nie jakieś zestawienie rymowanych czy w inny sposób dobranych słów, które maszyna może wykonać znacznie szybciej od człowieka, ale mianowicie poezja jako środek przekazywania na odległość ruchu duszy człowieka.
I jak by nie sztywniało społeczeństwo, ciskając ową duszę w kąt, aby nie przeszkadzała w zarabianiu pieniędzy, zawsze znajdzie się ktoś, kto nie może utrzymać swej duszy w kącie. Wielu takich ludzi nie może prawidłowo skierować tej energii, przez co cierpią, giną. I tylko nieliczni są zdolni donieść cząsteczkę swej duszy dla innych. I tylko oni są w stanie odrodzić ruch bardów - kapłanów. Cudownie, kiedy się to odbywa.
Tempo życia nie daje większości ludzi spojrzeć w głąb siebie. Stale występują sprawy, które wydają się być ważniejsze, pilniejsze. Ludzie zajmują się nimi, rozwiązują bądź nie rozwiązują, odkładają na później, wracają do nich ponownie myśląc, że to właśnie jest życie. Życie tymczasem istnieje, ale nie dla nich.
Pomóc ludziom odnaleźć siebie i odczuć obecność przyjaciół. Takie zadanie powinni wykonywać dzisiejsi bardowie. Nie jest im łatwo. Przede wszystkim dlatego, że nie ma już tamtych szkół, tamtych nauczycieli. Bardowie uczą się na swoich błędach, co trwa bardzo długo.
Dlatego bardzo dobrze, że wśród ludzi oczekujących pomocy znajdują się też ci gotowi jej udzielić.
“Бардаўская восень” w Bielsku jest jaskrawym tego przykładem. Jest to jedna z niewielu możliwości do spotkania ludzi, którzy próbują odnaleźć się w roli barda. A dla tych, którzy piszą po białorusku jest to na dzień dzisiejszy jedyna możliwość zobaczenia na własne oczy ludzie sobie podobnych.
Przez lata istnienia “Бардаўская восень” przeżyła i sukcesy i porażki. To jest normalne, taki jest jej charakter.
Jeśli kierować się tylko popularnością wśród widzów, udoskonalaniem reżyserii, dodaniem drogich współczesnych efektów, festiwal przeistoczyłby się w zwyczajny regionalny konkurs samodzielnej twórczości ludowej. Miejmy nadzieję, że tak nie będzie. Zagubiłby się wtedy główny cel i zadanie festiwalu- poszukiwanie nowego, tego samego, które wcześniej już było, które znajdywało już wcześniej wielu ludzi w wielu krajach. Jednak poszukiwanie nie ustaje, ludzie nadal szukają, bo to jest właśnie życie.
Mianowicie poszukiwanie nowego stoi tu na pierwszym miejscu, a nie tradycyjna prezentacja najlepszego. Dzięki temu właśnie, tak bardzo unikalna i niepowtarzalna jest “Бардаўская восень”.

Aleś Kamocki