Aktualny język artykułu: PL

Abyśmy byli silni duchem...

Parlament powinien przyjąć tę ustawę wraz z odpowiedzialnością za proces wzmacniania słabych, a więc czynienia silnych duchem przede wszystkim nas, Polaków.

Jest to zredagowane wystąpienie Posła Jacka Kuronia, Przewodniczącego Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, w czasie pierwszego czytania projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w Rzeczypospolitej Polskiej 18 marca 1999 r. Tytuł i pogrubienia pochodzą od redakcji.

Mam zaszczyt przedstawić Wysokiej Izbie projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych, nad którym prace trwają już trzecią kadencję Sejmu. Pracowali nad nim przedstawiciele wszystkich mniejszości narodowych oraz liczni wybitni specjaliści.

Podmiotem praw przedstawionych w tej ustawie są - zgodnie z tradycją europejską - osoby przynależące do mniejszości narodowych i etnicznych. Tytuł ustawy zgodny jest z zasadą przyjętą w prawodawstwie. W art. 37 ust. 2 Konstytucji mówi się o prawach mniejszości narodowych.Wreszcie Karta Europejska Mniejszości Narodowych, ustawa ramowa o mniejszościach narodowych mówi właśnie o mniejszościach narodowych. Przyjmujemy ten tytuł dlatego, żeby wyraźnie określić sferę zainteresowań, ale w żadnym stopniu nie zmienia to faktu, że ­ jak powiedziałem ­ nie wynikają z tej ustawy żadne uprawnienia grupowe. Osoby przynależące do mniejszości narodowych i etnicznych mogą korzystać z tych praw indywidualnie bądź też wespół z innymi, czyli zbiorowo. I taki jest sens tej ustawy, tak jak i wszystkich innych ustaw w tej materii wnoszonych w Europie. Zróżnicowanie na mniejszości etniczne i narodowe sprowadza się do tego, czy narodowość posiada swoją państwowość. Z tego punktu widzenia mniejszością narodową jest każda mniejszość, której odpowiada określona państwowość, etniczną zaś taka, której nie odpowiada. W wypadku Polski mowa tutaj oczywiście o mniejszościach etnicznych łemkowskiej i romskiej; można także wskazać na Karaimów (jest to raczej kwestia wyznaniowa niż narodowościowa). Każda ocena w gruncie rzeczy jest arbitralna, zewnętrzna i sprowadza się do tego, czy dana grupa samookreśla się jako grupa etniczna bądź narodowa.

Warto tu jeszcze zaznaczyć, że istnieje lud, który etnicznie wpisuje się do etni polskiej, a jednocześnie korzysta z tej ustawy w całości. Mam tu na myśli Kaszubów, którzy zachowują odrębność językową i kulturową. Chcą swoją odrębność pielęgnować, a jednocześnie deklarują pełną przynależność do polskości. Niemniej w zasadzie korzystają z całej tej ustawy, zwłaszcza z części oświatowej. Wysoka Izbo, cały czas mówię, że korzystają z ustawy, a warto w tym miejscu przypomnieć, że oto przecież mamy do czynienia dopiero z jej projektem. Otóż właściwością tej ustawy jest to, że jedynie poza kwestią języków pomocniczych, wszystkie inne wpisane tu uprawnienia zostały przyjęte do praktyki państwowej i społecznej. To niesłychanie doniosła sprawa, dlatego że oto w minionych dziesięciu latach zbudowaliśmy w Polsce system wspierający rozwój aspiracji narodowych i mniejszości. Podchodzimy do ujęcia tej problematyki w ustawowe ramy, kiedy to już rzeczywiście funkcjonuje i można to sprawdzić. Wydaje się także, że prawa te zostały przyjęte do świadomości społecznej.

Proszę pozwolić w tym momencie na chwilę refleksji. Otóż mamy szczęście żyć w takim szczególnym momencie dziejów ludzkich, kiedy stoimy na progu wspólnej Europy, a przecież wiadomo, że Europa nie zatrzyma się na naszej wschodniej granicy. Nie może się zatrzymać. Deklarują to różni znaczący przywódcy Europy i obywatele ­ po obu stronach. Co więcej, ten wspólnotowy charakter naszego współczesnego życia nie ogranicza się wcale do Europy - dotyczy całego świata. Stoimy w obliczu olbrzymich przemian. Żywię głębokie przekonanie, że parlamentarzyści w polskim parlamencie zajmują w tej sprawie jednoznaczne stanowisko - takie, że mówimy tutaj o wspólnocie narodów, wspólnocie światowej. Jest to niesłychanie doniosła kwestia dla naszej ustawy, dla naszego parlamentu i dla nas wszystkich.

Warto sobie uświadomić, że oto stajemy się mniejszością. Nie należymy przecież do największych narodów. Ale choćby tylko w odniesieniu do całej wspólnoty europejskiej, do wszystkich jej podstawowych problemów ­ problemy kultywowania tożsamości narodowej, jej rozwoju i pogłębiania są problemami, z którymi każdy naród musi się uporać sam; wobec pozostałych jest on mniejszością. Odczuwamy w związku z tym w Polsce pewne lęki, nawet w tej Izbie. Możliwe są dwa podejścia do tego problemu. Jedno takie, że będziemy uciekać przed Wspólnotą, będziemy starać się odgradzać od niej i zamykać w swojej etnicznej tożsamości. Historyczne, dziejowe doświadczenie wskazuje, że te społeczności, które zamykały się w swojej etniczności, wobec uniwersalnych prądów ginęły. Dziś z trudem odnajduje się ich ślady, jeśli się w ogóle je odnajduje. Jest drugie rozwiązanie, do którego my, Polacy, my, polski parlament jesteśmy w szczególności powołani. Polega ono na kształtowaniu takich praw, takich kanonów współżycia wspólnoty europejskiej, wspólnoty światowej, w których mniejszości będą równe w prawach większości. We wspólnotach tych, mimo rozlicznych tendencji przeciwnych, bo nie zamykajmy oczu ­ mamy do czynienia z silnymi unifikacyjnymi tendencjami, będziemy w stanie tworzyć sprzyjający klimat dla mniejszości, dla naszego rozkwitu, naszej narodowej tożsamości.

Przystępując więc dziś do ujęcia w ustawę tych wszystkich praw, które stały się już faktem w rzeczywistości społecznej, czynimy to w jak najlepiej rozumianym polskim interesie ­ zwłaszcza że jesteśmy narodem, w którym duma narodowa Polaków, jakby na to patrzeć, płynie w olbrzymim stopniu z faktu wieloetniczności naszych źródeł, ze źródeł I Rzeczypospolitej, a to nas zobowiązuje.

17 września 1972 roku ks. Jan Zieja wygłosił w warszawskiej katedrze św. Jana historyczne przemówienie. Mówił w nim o obowiązku, jaki spoczywa na nas, Polakach, wobec braci Ukraińców, Białorusinów, Rusinów, a także Rosjan. Ten obowiązek wynika z naszej przeszłej wspólnoty oraz z naszej prężności duchowej. Mniejszością to można być na sztuki, a większością to się jest na ducha. A wielkość ducha to jest taka wielkość, która się otwiera, która się nie zamyka i nie boi. Wręcz przeciwnie, wspiera ona tych wszystkich, którzy są kulturowo słabsi, kulturowo mniej prężni. Z pełną pokorą chcę powiedzieć, muszę powiedzieć, że to wcale nie jest tak, że my Polacy z tego naszego obowiązku, z naszego wyzwania wywiązywaliśmy się zawsze dobrze. Z jednej strony jest wiele powodów świadczących o tym, że jesteśmy winni, ale z drugiej strony jest wiele powodów do dumy. Czasem to bywały mniejszości, takie jak właśnie ksiądz Jan Zieja, czasem to były znaczące grupy, które potrafiły wychodzić naprzeciw słabym kulturowo i wzmacniać naszą siłę, naszą wspólną siłę.

Czy przyszłość powinna należeć do narodów, czy do zunifikowanego społeczeństwa nastawionego na zysk, na maksymalizację produkcji i konsumpcji? Jest to pytanie, na które w świetle tej ustawy mamy sobie odpowiedzieć. W dodatku nie da się zaprzeczyć, że w sacrum każdego człowieka ­ a wierzę głęboko, że każdy człowiek ma sacrum ­ znajduje się wspólnota etniczna, a jeśli tak, to nie ma tam miejsca na nienawiść. To nie jest miejsce dla nienawistników. W sacrum jest miejsce tylko na miłość i tylko w imię miłości możemy do wszystkiego, co tu będziemy robić wobec mniejszości, tak podchodzić, zwłaszcza że w ten sposób przypieczętowujemy dotychczasowy dorobek. Jeżeli spojrzy się z tego punktu widzenia na krytykę podejmowaną przez rząd, to trzeba ze smutkiem zaznaczyć, że najwyraźniej redagujący to urzędnicy nie znali obowiązujących w Polsce praw. Czytamy tam bowiem ze zdumieniem, że w art. 13 ustawy mówi się o tym, że wszystkie ciężary związane z utrzymaniem, podtrzymaniem, pielęgnowaniem tożsamości narodowej mniejszości, a zwłaszcza dotyczące nauczania, spoczywają na budżecie. Rządowy autor dziwi się i mówi, że coś bierzemy. Wysoka Izbo, koszty kształcenia dziecka z mniejszości narodowej są o 20 proc. wyższe niż koszty kształcenia każdego innego. Ten dodatek obowiązuje jeszcze dziś na mocy rozporządzenia ministra edukacji narodowej do stosowanej ustawy. To znaczy, że mielibyśmy w ustawie o mniejszościach narodowych zabierać im ich uprawnienia. Spójrzmy na to tak: jeśli w Przemyślu kilkanaście tysięcy mieszkańców ma opłacać dodatkowo edukację kilkuset dzieci ze względu na ich tożsamość narodową, to pomijając już wszystkie konflikty, które tlą się gdzieś na naszym pograniczu i w naszych sercach, trzeba spytać się, czy to jest sprawiedliwe. Jeśli chcemy wziąć na siebie odpowiedzialność za wspieranie kształtowania tożsamości narodowej, to czy nie możemy podzielić tych kosztów tak, żeby grosz przypadał na każdego Polaka, na obywatela polskiego? Czy też mamy je skupić w tych nielicznych miejscach, gdzie występują jakieś grupy mniejszości? Do tej pory kolejni ustawodawcy, kolejni ministrowie stali na stanowisku jedynie możliwym do przyjęcia ­ wycofać się z tego w żadnym razie nie wolno. Wycofanie się oznacza w praktyce odrzucenie ustawy o mniejszościach, bo o tym, że nie będziemy wspierać mniejszości, wydawać ustawy nie trzeba, wystarczy przestać o tym mówić. Coraz większa jest siła ludzi działających na rzecz rozkwitu narodowego, wielonarodowego, wieloetnicznego, zgodnie z polską tradycją.

Jest tylko jedna kwestia tu wniesiona, która jest nowa, otwarta i bardzo trudna. Jest to język pomocniczy. W dodatku w projekcie ustawy powiadamy tylko, że zdecyduje o tym Rada Ministrów. Przedstawi zasady i zdecyduje. Nie formułujemy, jak to robić. Przyznam się, że stoję tu wobec problemu, którego rozwiązać nie umiem, dlatego że nic łatwiejszego niż przyjąć zasadę większości - tzn. że w Puńsku, gdzie jest ponad osiemdziesiąt procent Litwinów, językiem pomocniczym będzie język litewski. Tylko że przygotowujemy ustawę dla mniejszości, nie dla większości.

A w Puńsku w radzie i tak rozmawia się po litewsku i jak na razie to się tego nie da rady zakazać, trzeba byłoby ustrój zmienić w Polsce. Natomiast oni chcieliby brać śluby w urzędzie gminnym po litewsku, a nie mogą, zgodnie z tym, że nie przyjmuje się takiej formuły ślubu. Nie ma tu o czym mówić. Dla mnie wprowadzanie języka pomocniczego to ma być proces. Od razu można powiedzieć, że dziś nie dojdą tu żadne koszty, jeśli przyjmiemy język pomocniczy w tych gminach, w których większość stanowi mniejszość. Takich gmin jest w Polsce parę. Można to załatwić od ręki, można to załatwiać w referendum. Mnie się referendum nie podoba, bo ono miejsce, które powinno organizować do współpracy, organizuje do konfliktów. Dla mnie jest zupełnie oczywiste, że wprowadzenie języka pomocniczego musi oznaczać każdorazowo akceptację większości. Zakładam, że ta większość nie jest obcojęzyczna, nie jest litewska, ukraińska, białoruska, zakładam, że ta większość jest polska. Tylko w warunkach akceptacji większości, o której mówi się w art. 17 naszego projektu ustawy. To jest ten sam artykuł, w którym mówi się, żeby we wszystkich szkołach, które przyjmują dodatkowy język nauczania, uczyć języka polskiego. A drugi ustęp mówi, żeby we wszystkich szkołach wprowadzić program zapoznający z historią i tradycjami mniejszości. To jest ta droga pracy ­ nie jedna i nie jedyna. To są również różnego rodzaju festiwale pieśni, na które przybywa tłumnie ludność.

Stoimy na stanowisku, że pracę tę podjąć muszą rząd, parlament i samorząd. Proponujemy dlatego powołanie specjalnego organu do tego celu. Mamy bowiem niewątpliwe sukcesy w dziedzinie współpracy z mniejszościami narodowymi, ale na takiej zasadzie, że ja pełniłem obowiązki pełnomocnika do spraw mniejszości, choć mnie nikt nie nominował na takie stanowisko. Tak się jednak przyjęło w ministerstwach, w rządzie, za czasów kolejnych premierów, że przychodziłem w sprawach mniejszości i prowadziliśmy ważne rozmowy i podnosiliśmy różne kwestie. Tak dalej być po prostu nie może. Nie obejdzie się bez takiego rzecznika na szczeblu rządowym. Na szczeblu parlamentarnym jest przewodniczący komisji mniejszości. Na szczeblu rządowym premier powoływałby swojego pełnomocnika. Postulowane przez rząd przedstawicielstwo mniejszości nie wydaje się możliwe. Przedstawicielstwem mniejszości mogą być tylko stowarzyszenia mniejszościowe, które ­ jedne mniej, drugie bardziej ­ potrafią się dogadać, co nas, którzy się ze sobą nie umiemy dogadać, choć jesteśmy większością, nie powinno dziwić. Otóż w takich warunkach postulowany tutaj urząd i coroczne spotkanie wszystkich mniejszości narodowych, w ramach spotkania rady tego urzędu, jest jak najbardziej wskazane i sensowne.

To jest pierwsze czytanie, wnoszę więc o skierowanie projektu do komisji. Parlament powinien przyjąć tę ustawę wraz z odpowiedzialnością za proces wzmacniania słabych, a więc czynienia silnych duchem przede wszystkim nas, Polaków.

Jacek Kuroń

Numer 1 (5)/1999. ISSN 1505-1161. II kwartał 1999